Proponuje się już certyfikaty ludzkiego autorstwa dla wydawnictw i twórców

Gdy odbiorcy oczekują jak najwięcej wartości za jak najniższą cenę, automatyzacja tworzenia staje się racjonalnym wyborem. Mamy problem z nieprzejrzystością wykorzystywania AI w procesie twórczym. Czy rozwiązaniem jest specjalne oznaczanie utworów tworzonych przez człowieka?
Oto projekt Books by People oferuje płatną certyfikację “organicznej literatury”. Certyfikat dopuszcza ingerencję AI w tekst książki, o ile nie ma ona fundamentalnego znaczenia dla jej treści:
"Organiczna literatura” oznacza książki wymyślone i napisane przez ludzi, w których struktura, styl i rozwój postaci pochodzą od autora. Jeśli użyto w nich sztucznej inteligencji, to jedynie w ograniczonym zakresie, do sprawdzania pisowni lub redagowania, a nie do tworzenia czy przerabiania istotnych fragmentów.
Analiza Books By People ma być darmowa, jednak wydawnictwo musi płacić za każdą książkę, certyfikowaną jako książka ludzkiego autorstwa.
Jak sprawdza się, czy wydawnictwo na pewno nie korzysta z nieuczciwego wsparcia AI w procesie przygotowywania książki?
- wydawca wypełnia kwestionariusz, opisujący proces pracy, integralność autorstwa (authorship integrity), ewentualne wykorzystanie narzędzi AI,
- niewielkie próbki ostatnio wydanych publikacji analizowane są przez ekspertów Books by People,
- wydawca oficjalnie podpisuje deklarację zgodności procesu wydawniczego ze standardem Organic Literature,
- każda książka zgłoszona do certyfikacji jest oznaczana odpowiednim znakiem oraz otrzymuje certyfikat (to płatna usługa),
- wydawca otrzymuje materiały szkoleniowe dotyczące prawa autorskiego w kontekście AI czy pomagające śledzić użycie sztucznej inteligencji w pracy wydawanych przez siebie autorów.
Czy taka usługa jest użyteczna? Kto wie, w każdym razie rzeczywistość większości twórców wygląda tak jak to opisano w komentarzu, dodanym na stronie Hacker News pod notką o uruchomieniu projektu:
Moja ostatnia powieść to ponad rok pisania i redagowania, przechodzenia przez dziesiątki poprawek. Napisanie poprzedniej zajęło mi prawie pięć lat. Dla żartu użyłem Groka, by wygenerować “byle jaką” powieść na 35 tys. słów - zajęło to dwadzieścia promptów i kilka godzin, Grok dorzucił nawet ładną okładkę. Potrzebowałbym może jeszcze trzydziestu minut, żeby opublikować tę powieść jako ebooka na Amazonie, pod jakimś pseudonimem. Z tym właśnie ja i cały świat niezależnych autorów musimy się zmierzyć. Już teraz jest trudno zaistnieć nieznanym pisarzom, a [generowanie tekstów] może być ostatnim gwoździem do trumny dla większości z nich. Moja pierwsza książka jest teraz darmowa, ale gratuluję, jeśli w ogóle uda się wam do niej dotrzeć.
Już od 2023 roku funkcjonuje natomiast projekt not by AI, którego widżetami oznaczonych jest już ponad 230 tys. stron internetowych. Najtańszy abonament, uprawniający do umieszczenia na stronie lub w publikacji identyfikatora written by humans, not by AI, kosztuje 5 dolarów. Wszystkie zgłoszenia są analizowane ręcznie, nie podano jednak, na jakiej podstawie przyznaje się odznaki.

Ich skuteczność może jednak nie być wysoka. Zwraca na to uwagę jeden z komentarzy:
[...] instynktownie nie ufam stronom z takimi odznakami. Czy ta osoba naprawdę zajmuje stanowisko w obronie etyki i przeciw niszczącej technologii [AI], czy może próbuje mną manipulować z niecnych powodów? Po latach w internecie człowiek wyrabia sobie takie mechanizmy obronne, nawet jeśli czasem wybuchają fałszywe alarmy (ale lepiej niepotrzebnie podejrzewać niż niepotrzebnie zaufać, prawda?).
Umieszczenie na stronie czy w książce informacji, że jej treść nie została wygenerowana przez AI, może budzić podejrzenia, że jednak coś jest z nią nie tak. Budowanie zaufania w kręgu swoich odbiorców i utrzymywanie z nimi partnerskich relacji jest bardziej kosztowne niż jakiekolwiek deklaracje, ale wydaje się, że jest warte swojej ceny, jeśli zależy nam, żeby czytały nas nie tylko boty.
Autor: redakcja
