Yann LeCun: krytyka AI w imię ewangelii postępu?

Yann LeCun tłumaczył w 2018 r., że dzięki AI Facebook zna nasz gust, a wielu dziennikarzy pisało o tym z zachwytem. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to słodko i naiwnie. Po latach afer i wobec potężnego kryzysu zaufania wobec platform społecznościowych nie ma już powrotu do takiej opowieści. Nie znaczy to jednak, że LeCun odchodząc z Facebooka zakwestionował ją całkowicie. Okazuje się, że tworzenie wizji "nowego renesansu", który ma nastąpić dzięki sztucznej inteligencji, opłaca się nie tylko "ojcom chrzestnym AI", ale także mediom, które dzięki temu chcą się lepiej wypozycjonować na tle konkurencji.
Profesor Yann LeCun, jeden z ojców chrzestnych AI, był w latach 2013-2025 szefem działu Facebook AI Research (FAIR). Jego niedawna rezygnacja z pracy zainspirowała nas do przypomnienia tej postaci oraz tego, co przez ostatnie lata pisano o AI w kontekście Facebooka, za który przecież odpowiadał.
Mianem ojców chrzestnych AI określa się trójkę profesorów: Yoshuę Bengio, Geoffreya Hintona i właśnie Yanna LeCuna, którzy w 2018 roku otrzymali prestiżową Nagrodę Turinga za pionierskie prace nad algorytmami głębokiego uczenia maszynowego. Geoffrey’owi Hintonowi za prace w tej materii przyznano w 2024 roku Nagrodę Nobla z fizyki - otrzymał ją wtedy także John Hopfield.
Każda osoba z tego grona głosi odmienne poglądy na przyszłość rozwijanej przez siebie technologii - temat ten zasługuje na osobny tekst, który obiecujemy kiedyś napisać (zapraszamy na Patronite). W każdym razie ojcom chrzestnym w ostatnich latach jest coraz bardziej nie po drodze z przemysłem AI: Hinton odszedł z Google w 2023 roku, Bengio w ogóle nigdy nie pracował dla Big Techu, a ostatnia rezygnacja LeCuna mogłaby nawet symbolizować pewien konflikt między tradycyjną akademią, którą grupa ta jakoś wciąż uosabia, a rozpędzonym przemysłem, przejmującym ich techniczne odkrycia i bezwzględnie wykorzystującym je komercyjnie. O tej trójce opowiadały niedawno Sylwia Czubkowska i Joanna Sosnowska w swoim podcaście Techstorie (polecamy bardzo!).
To dziś, ale cofnijmy się kilka lat. Poniżej fragment wywiadu z LeCunem, jaki ukazał się w 2018 roku w poczytnym niemieckim dzienniku “Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
A kiedy loguję się na swoje konto na Facebooku, to gdzie natknę się na AI?
Po pierwsze to wszystkie treści – zarówno które widzisz oraz te, których nie widzisz – są w dużej mierze zarządzane przez systemy AI. To, co widzisz w swoim feedzie to małe pakiety informacji, które algorytm uczenia maszynowego rozpoznał jako te, które najpewniej mogą ci się spodobać. A więc, Facebook ma model twojego gustu…
który…
stara się pozbierać te cząstki informacji, które cię interesują lub są najbardziej istotne dla ciebie. Ale to też mogą być rzeczy, które powinieneś wiedzieć, nawet jeśli niekoniecznie ci się to spodoba – na przykład, kiedy komuś z twoich znajomych ktoś zmarł w rodzinie. Tego się nie ustala tylko dlatego, że akurat cię coś zainteresuje i w coś klikniesz, tych kryteriów jest więcej.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, wszystko to brzmi tyleż sentymentalnie, co skrajnie naiwnie, chociaż łatwo nam tak mówić z wiedzą, którą już dziś mamy. Przecież pod koniec drugiej dekady XXI wieku optymizm wyrażany w tej rozmowie wcale nie był wyjątkiem. Wielu dziennikarzy pisało wtedy o użyciu sztucznej inteligencji przez Facebooka ze sporą dozą wciąż mającego się wtedy nieźle technoentuzjazmu. Przykładowo, w 2017 roku amerykański “WIRED” komentował roku z uznaniem, jakoby AI rozwijana przez Facebooka miała pomóc wyplenić fake newsy. 🤡
Faktycznie, patrząc z dzisiejszej perspektywy na Facebooka – zgównowacone, zalane AI szlamem, gnijące od środka medium, które jeszcze tylko siłą rozpędu i efektem sieciowym jakoś się utrzymuje – opinie o treści: AI zna twój gust i zawiaduje twoim feedem brzmią dość niewinnie i uroczo. A przecież wyrażano je w 2018 roku, tylko dwa lata po aferze Cambridge Analytica, która musiała nadszarpnąć zaufanie do platform społecznościowych.
Od tego czasu co kilka miesięcy wybuchają afery w schemacie Facebook wiedział, ukrył, nie powiedział. Ostatnia, sprzed paru dni, dotyczy ignorowania ustaleń w sprawie negatywnego wpływu Facebooka i Instagrama na zdrowie psychiczne użytkowników i ryzyka związane z bezpieczeństwem nieletnich.
Czy jest tak, że przez lata mainstreamowe media nie rozumiały, czym tak naprawdę jest Facebook? Nie chcemy pastwić się nad krótkowzrocznością artykułów sprzed siedmiu czy ośmiu lat, chcemy tylko zauważyć, że media budowały pozytywną narrację i hype wokół mediów społecznościowych, tak jak od kilku lat budują hype na sztuczną inteligencję. Dominujące narracje bardzo trudno odwrócić, tym bardziej, że hype nie jest czymś w rodzaju zjawiska naturalnego - nie buduje się sam, tylko jest celowo wzmacniany.
W opracowaniu Technological Hype and AI in Journalism: Five Functions and Why They Matter (DOI: 10.1080/21670811.2025.2557994, 2025) możemy przeczytać, że hype służy nie tylko inwestorom, ale też samym mediom, które go produkują lub wzmacniają. Zbudowanie i promocja opowieści o fantastycznych rozwiązaniach technologicznych pozwala mediom na budowę kapitału symbolicznego, a pracującym tam dziennikarzom zdobyć przewagę nad innymi (w tym wyższy status), jeśli tylko jako pierwsi włączą się w działania ewangelizacyjne lub zaczną radykalnie krytykować nowe projekty, aplikacje i koncepcje. Poza taką funkcją - nazwaną przez autorów funkcją przyciągania uwagi - na rzecz mediów działa też funkcja orientacyjna.
Źródło: DOI: 10.1080/21670811.2025.2557994, 2025.
Hype może mieć bezpośrednie przełożenie na organizację danego medium, np. uruchomienie nowych działów czy wypracowywanie nowych formatów. Dzięki hype'owi media mogą nie tylko kształtować narracje na temat technologii (potwierdzając lub podważając jakieś rozwiązania), ale też same z niego korzystać, pokazując się jako nowoczesne. Przykładowo, jeśli redakcja portalu ogłasza, że wdraża AI w swoje działania, sygnalizuje swoim inwestorom i odbiorcom, że jest innowacyjna i warta dalszego wsparcia. Jak czytamy, wyraźne przyjęcie lub odrzucenie hype'u może kształtować pozycję rynkową danego medium. Hype pozwala też na nawiązywanie współpracy sektorowej i międzysektorowej (np. redakcje występujące z propozycją regulacji AI w dziennikarstwie) oraz ma pewne funkcje refleksyjne - zmusza do zadawania pytań o to, jakie są podstawy pracy dziennikarskiej, jakie wartości są z nim związane itp.
Nie wiemy, czy przekraczający już wszelkie granice hype na AI nie był jedną z przyczyn odejścia LeCuna z Facebooka - Zuckerberg bardzo zdecydowanie postawił na rozwój AI w swojej firmie (sztuczna inteligencja nazywana jest tam superinteligencją). LeCun często krytycznie wypowiadał się o dużych modelach językowych, odrzucając wizję wykorzystania ich do osiągnięcie AGI. Być może to właśnie to, a nie krytyka hype’u i komercjalizacji AI, było głównym powodem odejścia LeCuna.
Oto fragment jego wystąpienia na forum ONZ z grudnia zeszłego roku, który dowodzi, że nie jest to człowiek stroniący od głoszenia rewolucyjnej ewangelii AI:
Wzmacniając ludzką inteligencję, AI może przynieść ludzkości nie tyle nową rewolucję przemysłową, lecz także nowy renesans, czy nowe oświecenie. W ten sposób AI może intensywnie przyspieszyć proces rozpowszechniania wiedzy i umacnianie globalnego wzrostu gospodarczego, a tym samym może przyczynić się do utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa – żywotnej misji Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Takie słowa, nawet jeśli wypowiadane są w specyficznej przestrzeni zgromadzenia politycznego, dowodzą, jak wielką rolę w świecie planuje LeCun do odegrania sztucznej inteligencji. Być może już nie tej słabej, opartej o duże modele językowe, ale owej tajemniczej, projektowanej i oczekiwanej przez apostołów postępu AGI.
Sztuczna inteligencja jest z natury dobra, ponieważ jej działanie sprawia, że ludzie stają się mądrzejsi
przekonywał LeCun w jednym z wywiadów w 2023 roku. Wydaje nam się, że dwa lata później takie poglądy nie są już przyjmowane bezkrytycznie, nawet przez mainstreamowe media. Czy ścieżka odrzucania hype skróciła się od czasów, kiedy dopiero zaczynaliśmy krytykować Facebooka? Może to już nie tylko wynik nadmiaru niezrealizowanych obietnic, ale po prostu braku zaufania. Kto wie.
Autor: jacekmanko
