Digitalizacja może łączyć ludzi. A sztuczna inteligencja?

W świecie cyfrowym, zdominowanym przez komercyjne platformy i wyścig globalnych modeli AI, inicjatywy digitalizacji lokalnego dziedzictwa udowadniają, że technologia wciąż może wzmacniać wspólnotowość. Inwestycje w cyfrową infrastrukturę mogą uwzględniać społeczny potencjał oddolnej digitalizacji, czego ciekawym przykładem jest projekt Aldea0 z Asturii.
Częścią najnowszego raportu GUS Kultura i dziedzictwo narodowe w 2024 r. są dane dotyczące digitalizacji zbiorów polskich bibliotek, muzeów i archiwów. Archiwa Państwowe udostępniały pod koniec 2024 roku ponad 70 mln skanów. Biblioteki przechowywały 12 mln skanów, z czego aż 10 mln było dostępnych w internecie, a w ciągu roku zeskanowały ponad 700 tys. nowych obiektów. W muzeach zdigitalizowano ponad 363 tys. nowych obiektów - łącznie w zbiorach muzeów jest ich już 4.7 mln, a jedna czwarta jest dostępna online. To są duże liczby i pokaźne zbiory - dla porównania, w Europeanie indeksowanych jest 60 mln obiektów z europejskich instytucji kultury, a w amerykańskiej DPLA - ponad 53 mln.
Digitalizacja dziedzictwa i kultury ma dziś wymiar przemysłowy, nawet jeśli wciąż ogranicza ją prawo autorskie, wydajność sprzętu i możliwości budżetowe instytucji. Wiele z nich zleca digitalizację swoich zbiorów zewnętrznym firmom. Mimo tego, pracownicy i pracowniczki tych instytucji nadal odpowiedzialni są za wybór zbiorów przeznaczonych do digitalizacji, przygotowanie lub uzupełnienie ich opisów oraz prezentację w dedykowanych witrynach czy w mediach społecznościowych. Niemal przemysłowy charakter digitalizacji nie unieważnia roli ekspertów i ekspertek z instytucji kultury ani nie przeszkadza odbiorcom w odkrywaniu interesujących ich, już cyfrowych, obiektów, a nawet we wchodzeniu z nimi w relacje bazujące na ciekawości, melancholii czy estetycznym zafascynowaniu. Zeskanowana z tysiącem innych pocztówka z Poznania komentowana jest na regionalnych forach, XIX-wieczna fotografia rodzinna z Wąbrzeźna trafia na wystawę w lokalnej bibliotece, a każdy nowy skan ksiąg parafialnych budzi zainteresowanie badaczy historii rodzinnych. Wokół skanów rozwijają się dyskusje, dzięki nim powstają nowe projekty artystyczne czy prace naukowe.
Jeszcze intensywniej oddziałuje digitalizacja w archiwach społecznych. To lokalne stowarzyszenia, fundacje czy grupy nieformalne, które działają na rzecz zachowania jakiegoś wycinka dziedzictwa - nieraz samodzielnie przez siebie definiowanego. Działają też lokalne czy regionalne izby pamięci, gromadzące, wystawiające, ale też niekiedy digitalizujące obiekty materialne.
Bez digitalizacji, nawet tej amatorskiej, pozwalającej na umieszczanie zdjęć i skanów na Facebooku, archiwa społeczne nie mogłyby docierać do swoich odbiorców. W tej przestrzeni digitalizacja - jak mi się wydaje - działa głębiej. Ponieważ jest lokalna, praktykowana samodzielnie, bliska i dostępna, pozwala ludziom poznawać się i integrować ze sobą. Efektem oddolnej digitalizacji nie zawsze musi być skończony produkt - album, witryna udostępniająca skany czy wystawa. Być może ważniejszy jest nawet sam proces społeczny niż efekt materialny.
Przeglądając literaturę o oddolnych, społecznych archiwach, trafiłem niedawno na opracowanie Bridging generations: the power of digitization and social innovation in preserving rural cultural heritage (DOI: 10.1080/13511610.2024.2424773, 2024). To opis działań cyfrowych, podejmowanych w północnej Hiszpanii (Asturia) w przestrzeni kilku niewielkich wiosek w latach 2022-2023. Celem projektu Aldea0 było przeciwdziałanie wyludnianiu obszarów wiejskich za pomocą nowych rozwiązań technicznych (cyfrowych) i społecznych. Brzmi to jak nudny opis wniosku grantowego, ale szczegóły Aldea0 są bardzo ciekawe. Obok instalacji paneli słonecznych i systemu zarządzania energią w tych miejscowościach czy stworzenia aplikacji monitorującej wypas kóz na terenach górskich (w celu skuteczniejszego zapobiegania pożarom) zdecydowano się na zainicjowanie archiwum społecznego. Skatalogowano i udostępniono online wizerunki obiektów dziedzictwa kulturowego i naturalnego wsi objętych programem, w tym dokumenty lokalnych organizacji, fotografie miejsc użyteczności publicznej (np. casonas), opisano szlaki spacerowe. W ramach działań archiwum organizowano wspólne dla seniorów i młodzieży zajęcia, podczas których starsze osoby przekazywały młodym wiedzę o lokalnej historii i zwyczajach, a młodzież pomagała seniorom zdobyć podstawowe umiejętności cyfrowe, wykorzystane potem do digitalizacji tej wiedzy.
Hiszpański projekt pokazuje, że cyfrowe archiwa społeczne mogą być częścią lokalnej infrastruktury technicznej tak samo istotną jak baterie słoneczne i system zarządzania energią elektryczną albo wirtualne wsparcie wypasu zwierząt.
Przykład z Asturii jest interesujący, bo chociaż w Polsce dynamicznie rozwijają się archiwa społeczne, ich powstawanie i działalność zazwyczaj nie jest częścią większych inicjatyw, obejmujących także np. inwestycje infrastrukturalne. Być może dałoby się te różne działania łączyć w ramach jednego finansowania, tak jak kiedyś przy budowie osiedli czy dużych zakładów pracy organizowano domy kultury.
Kultura i dziedzictwo mogą być częścią składową innowacji technicznych, choćby dzięki digitalizacji i archiwom społecznym. Być może w ten sposób mogą one lepiej odpowiadać na potrzeby ludzi.
Digitalizacja jest dziś procesem masowym, ale niemal niewidocznym. Dzieje się gdzieś w tle, stykamy się zazwyczaj tylko z efektami jej działania w archiwach czy muzeach cyfrowych, czy w mediach społecznościowych poświęconych historii lokalnej. Łatwo zapomnieć o jej potencjale, tym bardziej, że uwaga wszystkich skierowana jest na sztuczną inteligencję. Sztuczną inteligencję, która też korzysta - i to w przemysłowy sposób - z digitalizacji kultury i dziedzictwa, ale która - jak mi się wydaje - nie jest w stanie łączyć ludzi. Czy ktoś spotyka się popołudniami z innymi po to, żeby pobawić się promptowaniem albo pooglądać slopy? Czy grupy hobbystów budują lokalnie istotne modele? Bielik nie jest tu dobrym przykładem, nawet jeśli jest budowany społecznie - celem tego projektu jest wypracowywanie skutecznych narzędzi dzięki pracy społeczności, a nie integracja społeczności dla niej samej.
Może warto zacząć zadawać pytania, czy sztuczna inteligencja może łączyć ludzi ze sobą, czy jest przestrzenią, w której możemy budować relacje. Wiele mówi się o tym, że czatboty AI mogą być dla niektórych użytkowników intymnymi powiernikami, co ma pomóc radzić sobie z samotnością (ale to nie działa). Inne opracowania - to zadziwiające, że wciąż publikowane, chociaż tyle wiemy o negatywnych efektach pośrednictwa maszynowego w relacjach społecznych - argumentują, że sztuczna inteligencja ułatwia budowanie relacji z innymi, ponieważ pozwala znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach i podobnej aktywności. Trudno jednak brać na serio interpretacje autorów, dla których wzorem relacji społecznych jest LinkedIn, nawet jeśli publikują tekst w poczytnych pismach takich jak “Forbes”. Przez lata słyszeliśmy, że media społecznościowe łączą ludzi i dobrze wiemy, czym to się skończyło.
Oddolna digitalizacja dziedzictwa jest niekomercyjna i na poły amatorska (w dobrym tego słowa znaczeniu), wydarza się w relacjach z innymi, eksploruje lokalność; sztuczna inteligencja - modele, narzędzia, usługi - jest skrajnie nastawiona na zysk, zdominowana przez wielkich graczy, oderwana od lokalności i specyfiki kulturowej, a aktywna z nią praca nie jest dostępna dla osób bez wysokich kompetencji.
Jednak to nie jest głos przeciwko sztucznej inteligencji, to głos za zauważeniem i docenieniem digitalizacji jako procesu społecznego, który daje nam coś więcej niż gotowy produkt w postaci skanów. Wokół tego procesu społecznie dzieje się bardzo wiele. To technologia wspólnototwórcza. Warto to docenić, pamiętać o digitalizacji i ją wspierać, nawet jeśli to AI jest dziś w centrum uwagi.
Źródło ilustracji: fundacionctic.org
Autor: redakcja
