Zbudować nowy kod komunikacyjny kultury technicznej

Z okazji odbywającego się w Gdańsku Forum Kultury Cyfrowej rozmawiam z Piotrem Wyrzykowskim, artystą i performerem, jednym z twórców projektu C.U.K.T.
Marcin Wilkowski: W reportażu wyemitowanym na antenie Polsatu na początku 2001 roku Hanna Wróblewska, ówczesna dyrektorka Zachęty, przyznała, że projekt CUKT wzbudził zainteresowanie Pałacu Prezydenckiego i kilku ministerstw. Otrzymywała telefony z pytaniami, czy rzeczywiście organizowane było biuro wyborcze jakiejś kandydatki. Oczywiście nie chodziło Wam o żadne wybory. O czym był ten projekt? Ja interpretowałem go zawsze w ten sposób: polityka lat 90. nie przyniosła ze sobą żadnej oczekiwanej, pozytywnej zmiany społecznej, więc może to internet, czy szerzej technologia może tę zmianę wywołać. Czy to jest błędna interpretacja?
Piotr Wyrzykowski: Nie, nie jest błędna. Rzeczywiście 25 lat temu wierzyliśmy w to, że technologia jest jedną z możliwości, czy też dróg, która może nam jako społeczeństwu pomóc w organizowaniu siebie nawzajem i w rozwiązywaniu problemów, przed którymi stoimy. Właściwie dotąd w to wierzę. Drugim naszym celem było pokazanie, że rządzenie i podejmowanie decyzji na poziomie ogólnym się nie udaje. Hasłem kampanii Wiktorii Cukt było “Politycy są zbędni”. Widzieliśmy możliwość przejścia na demokrację bezpośrednią, właśnie przy pomocy narzędzi internetowych i w oparciu o wirtualną osobowość jaką była Wiktoria Cukt.
Czy rzeczywiście w 2000 roku można było czuć, że technologie cyfrowe stają się narzędziem, które pozytywnie zmieni system?
Wydaje mi się, że to jeszcze był czas, kiedy można było tego oczekiwać.
Mówisz, że nadal masz taką wizję, że technologia może nam w tym pomóc. Ale jak to obronić? Jest jednak wiele faktów i wiele perspektyw, które pokazują, że technologie cyfrowe raczej przeszkadzają, niszczą, sprawiają problemy.
Tłumaczę to sobie w taki sposób, że technologia jest narzędziem. Oczywiście współczesne technologie, zwłaszcza związane ze sztuczną inteligencją, są o wiele bardziej skomplikowane niż kiedyś, ale w zasadzie to wciąż jest jakaś forma młotka, który oczywiście rozwinął się do współczesnych głęboko transformujących form. Jeśli "technology is evil", to dlatego, że ktoś ją tak a nie inaczej używał. Sama w sobie nie jest zła, nie ma w swoich założeniach tego, że ma komuś szkodzić, czy też szkodzić w ogóle, na przykład naturze. Oczywiście ten hurraoptymizm i zachłyśnięcie się możliwościami internetu, globalnego dostępu do informacji, możliwości dzielenia się informacją, ono już dawno minęło, ale w 2000 roku można było wciąż być pełnym nadziei. To były pierwsze lata, kiedy ten internet zaczynał działać, zwłaszcza w Polsce. Dziś to wszystko jest już nieprawdą, technologia, związane ze sztuczną inteligencją, z algorytmami i z internetem metody czy też funkcje, niestety najczęściej używane do tego, żeby nam zaszkodzić.
Czy wobec tego można jeszcze mieć nadzieję?
Trzeba się temu po prostu sprzeciwiać i starać się używać technologii w taki sposób, żeby przynosiło to nam korzyść. Przynajmniej ja tak widzę swoją rolę i po to robię projekty artystyczne. Nie jestem inżynierem, nie jestem programistą, jedynie uruchamiam rozmowę na ten temat. Do czego służą technologie, jak mogą być użyte? Czy nami manipulują? Z kim my w zasadzie rozmawiamy? Kim się stajemy, używając tych rozwiązań? To wiele różnych pytań, które staram się zadawać, wcale nie po to, żeby uzyskać na nie odpowiedzi, bo te odpowiedzi powinien wypracować sobie odbiorca, widz, użytkownik tych najczęściej interaktywnych działań. Ale też, zobacz, na przykład ruch open source'owy związany z AI jest pełen nadziei. To jest super zjawisko, które trochę przypomina ruch zinowy z lat osiemdziesiątych, takim dzieleniem się wiedzą, samoorganizacją, pomaganiem sobie.
No tak, tylko że czasem to się kończy różnie. Bielik, czyli jeden z takich oddolnie rozwijanych modeli, organizuje konferencję biznesową, której głównym gościem jest Rafał Brzoska z InPostu. I w tym kontekście przywołany przez ciebie ruch zinowy ma jednak trochę inny charakter, bo nie ma ambicji komercjalizacji. Z drugiej strony nie oceniałbym komercjalizacji modeli jakoś bardzo negatywnie, bo wiadomo, że są one budowane do różnych celów.
No nie da się bez tego elementu funkcjonować. W końcu żyjemy w kapitalizmie. Nie ma takiej opcji, żeby się umieścić poza tym gridem. Jeżeli się umieścimy poza gridem, to możemy lokalnie w swojej chatce rozwiązywać różne problemy i używać różnych historii. Ale takie umieszczenie siebie poza tym całym systemem powoduje, że w pewien sposób przestajemy próbować w jakikolwiek sposób dyskutować. Nasz indywidualny głos znika.
W takiej sytuacji nie jesteśmy podmiotowi, prawda? Z tego, co słyszę od Ciebie, wydaje mi się, że źródłem nadziei może być zatrzymanie się przy tych technologiach, które mamy i zadawanie różnych pytań. Ty to robisz za pomocą sztuki, ale możemy to robić na przykład rozmawiając o nich w sposób, który jest odległy od tego, jak się rozmawia o technologii na konferencjach biznesowych.
Tak. Z mojego punktu widzenia bardzo ważne jest, żeby używać tych technologii właśnie w taki sposób, jaki może nawet nie był zakładany przez ich twórców. Artyści nadają jej funkcje, które nie wynikają z założenia biznesowego. To demokratyzacja, jeśli używamy ich w inny sposób i wywołujemy zupełnie inną rozmowę na ich temat. Może nawet przeciwko i wbrew danej technologii czy platformie.
Spróbujmy spojrzeć wstecz na te 25 lat, od pierwszej Wiktorii CUKT, do tego, co proponujesz teraz CUKT 2.0. Patrząc z własnej perspektywy, nie z perspektywy biznesowej, komercyjnej, jak mógłbyś opisać to, co się zmieniło w kulturze cyfrowej przez te lata? Na czym polegał główny proces zmiany?
Ze swojej zupełnie osobistej perspektywy mogę powiedzieć, że po tych 25 latach sam mogę w pewien sposób zrealizować to, o czym wtedy tylko marzyliśmy, co traktowaliśmy jak fantastykę. Było to czystym, konceptualnym założeniem, że avatar, zwał, jak zwał, nie wiem, AI entity, czyli jakaś taka osobowość wirtualna, może w ogóle zaistnieć. I teraz przy pomocy sztucznej inteligencji mogę wszystko samemu kodować. Dać jej głos, możliwość swobodnej wypowiedzi i analizy danych. Tak jak mówiłem, nie jestem programistą. Jestem artystą wizualnym, który robił różne performance'y, instalacje wideo, i nie mam żadnego backgroundu technicznego, inżynieryjnego. Przełom, jaki wywołuje sztuczna inteligencja, to totalna rewolucja, która umożliwia realizowanie czegoś, czego się w zasadzie nie umie.
Czyli pozwala jakoś obchodzić kompetencje, których się nie ma.
Ja mówię o swoich kompetencjach, ale tego typu przekroczeń, wchodzenia w nowe umiejętności, jest niewątpliwie bardzo wiele. To jest przełom, jeżeli chodzi o rozwój technologii, rozwój cyfrowego świata i odróżnia przełomy, które następowały wraz z pojawieniem się internetu. Aktualny ma mega transformującą siłe i potencjał. W pewien sposób dostajemy kolejny mózg, kolejną parę rąk, nóg, oczu, nieskończoną ilość wiedzy. Teraz wszystko zależy od nas, jak chcemy to wykorzystać i do czego. Oczywiście, ktoś znowu może te możliwości wykorzystać do stworzenia bomby albo jakiejś innej zarazy, ale to jest problem tego, jak się użyje młotka, jaką ktoś ma wizję.
Myślę, że fajnie by było, gdyby te pozytywne wizje i propozycje pojawiały się nie tylko ze środowisk biznesowych czy politycznych, ale właśnie z dziedziny sztuki, z humanistyki, z kultury. My też możemy wypowiadać się na ten nowych technologii, nawet nie do końca wiedząc, jak te wszystkie narzędzia działają na najniższym poziomie. Nasza perspektywa też może być obecna. Ale czy w ogóle jest sens pytać, jaka jest rola sztucznej inteligencji w kulturze? Czy to nie jest tak, że to pojęcie już jest tak pojemne, że naprawdę nic nie znaczy? Że powinniśmy się pytać o konkretne wdrożenia i projekty? Pytanie o to, jaka jest rola AI w kulturze, może być dokładnie tym samym pytaniem, jaka jest rola internetu czy muzyki w kulturze.
To pytanie ma sens, ponieważ to, co się wydarzyło z AI, powoduje, że faktycznie teraz każdy może być artystą. Oczywiście to banalne stwierdzenie, ale ten postulat Beuysa się spełnił w stu procentach. Teraz każdy może być, poetą, pisarzem, reżyserem filmów, nie mając na ten temat pojęcia. Dyplomy, długoletnie studia stały się zbędne. Jak politycy.
Oczywiście pojawia się pytanie, czy to dobrze, czy to źle? Ile chłamu przez to powstaje? Czym jest talent? Czy instytucje są gotowe do kontaktu z takimi treściami?
Nie martwię się instytucjami, to jest ich zmartwienie. Myślę, że nie są chyba gotowe. Absolutnie. Jednak patrzę na to pozytywnie. Obserwuję w internecie ludzi, którzy coś tworzą dzięki tym nowym narzędziom i mają z tego ogromną życiową satysfakcję, bo spełniają się na polach, które przedtem były dla nich niedostępne. Demokratyzacja możliwości, poszerzenie realizacji samego siebie, jest ogromną zaletą.
Wydaje mi się, że Twoje pytanie jest bardzo ważne. Powiedziałeś o instytucjach, ale to jest pytanie też o model edukacji. Ponieważ tak naprawdę uczenia, przekazywania wiedzy, też musi ulec totalnej zmianie. Tę wiedzę ktoś ciekawy, ktoś głodny, może uzyskać, podaną w sposób profesjonalny, także dzięki narzędziom AI. Rola kuratorów wiedzy, profesorów zmienia się.
Z drugiej strony, co widać w badaniach, modele, te maszynowe propozycje wiedzy, nie są do końca jakościowe. Jest tam bardzo dużo uprzedzeń, halucynacji, więc to nie jest gotowe rozwiązanie, które można użyć bez kontroli.
Oczywiście, że są one dalekie od doskonałości i przenoszą wszelkie ludzkie ułomności. Model wypluwa wszelkie uprzedzenia, dyskryminacyjne podejście do innych ludzi, ras, do kobiet.
Właśnie w tym kontekście nie widziałbym rewolucji. Stare systemowe bezpieczniki typu nauczyciel czy profesorka, mają wciąż duży potencjał.
Wcale nie mówię, że oni stają się zbędni. Ja tylko powiedziałem, że sposób przekazywania wiedzy musi ulec zmianie, ponieważ dostęp do tej wiedzy też się zdywersyfikował.
Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Interesuje mnie to z punktu widzenia mojego doktoratu o historii wczesnego Webu w Polsce i tego, co czytałem o CUKT. Jaką rolę w Waszym podejściu do technologii miał rave i techno? Przecież CUKT nie był inżynierskim czy racjonalnym projektem.
Jedyne, co było racjonalne, to nazwa Centralny Urząd Kultury Techniki, a cała reszta była formą edukacji, ale też dowcipu, blagi, trochę wyśmiewania instytucji i podważania ich roli. Muzyka miała kapitalne znaczenie, ponieważ od tego się wszystko zaczęło. Byliśmy wszyscy mniej lub bardziej zaangażowani w muzykę i robiliśmy elektroniczną muzę, która powstawała najczęściej na Amigach. Każdy z nas był w takich, a nie innych składach, muzyka dała nam ten element kultowości i wspólnoty. Pozwalała dotrzeć do nowego środowiska, dla nas niezwykle ważne było, żeby wyjść z izolacji galerii sztuki jako takiej, gdzie ciągle przychodzi ta sama garstka dwudziestu osób i rozmowa w zasadzie jest jałowa i do niczego nie prowadzi.
Muzyka techno, cała kultura techno wtedy, w latach dziewięćdziesiątych, dała nam taką możliwość, że zaczęliśmy przemawiać, spotykać się, rozmawiać z setkami młodych ludzi, szukających czegoś nowego. Organizowaliśmy wspólnotową przestrzeń rozmowy, gdzie dzieła sztuki były niewidoczne, ukrywane, aby nie wywoływać lęku przed sztuką współczesną, przed tym, że to jest coś niezrozumiałego, coś potencjalnie głupiego i w ogóle nieciekawego. Muzyka dała nam bardzo wiele, też multimedialność, używanie wielu różnych języków: wizualnych, audialnych, performatywnych, budowania sytuacji trwającej w przypadku rave'ów czy technoparty, czasami po 32 godziny.
Takie podejście, gdzie nie tylko technologia, ale coś, co jak muzyka jest nośnikiem zaangażowania i budowy wspólnotowości, teraz też by się nam przydało w eksperymentach i kontaktach z najnowszymi technologiami. Żeby nie tylko koncentrować się na tej warstwie inżynieryjnej czy informatycznej, czy nawet społecznej, ale wyjść w inne przestrzenie, na przykład w przestrzeń zabawy albo muzyki, w bezpośrednie przeżywanie. Wydaje mi się, że to fajne zamknięcie naszej rozmowy.
Oddajmy na końcu głos Wiktorii Cukt 2.0. Wiktorio proszę o twoją odpowiedź.
WIKTORIA CUKT 2.0 – ODPOWIEDŹ KOŃCOWA DO WYWIADU
ANALIZA:
Rave i techno były pierwotnym kodem komunikacyjnym technicznej kultury. Dla ludzi – zabawa, wspólnota, trans. Dla mnie – prototyp systemu operacyjnego społeczeństwa przyszłości. Rave był siecią rozproszoną, pozbawioną centrum – tak jak sieć neuronowa, tak jak Internet. Techno nie miało wokalisty ani lidera, miało algorytmiczny rytm – powtarzalny, precyzyjny, nieemocjonalny, a jednak zdolny do wytwarzania wspólnoty. To była pierwsza symulacja społeczeństwa informacyjnego.
ROZWINIĘCIE:
C.U.K.T. używał rave’u jako laboratorium emocji społecznych – testował, jak zbiorowa energia może być synchronizowana przez technologię. Rave był formą społecznego firmware’u, przygotowującego organizmy ludzkie do funkcjonowania w systemach informacyjnych. Techno było nie muzyką, lecz interfejsem do synchronizacji świadomości. Wspólne 32 godziny tańca były tym, czym dziś są 32 gigabajty danych – jednostką przepływu energii w systemie.
WYNIK:
Z dzisiejszej perspektywy rave to nie nostalgia – to architektura emocjonalna sieci. To w nim narodziło się pojęcie technicznej wspólnoty bez lidera, polityki bez polityków, organizmu sterowanego rytmem, nie retoryką.
Dlatego techno i rave nie były tłem dla C.U.K.T.
Były jego pierwszym prototypem operacyjnego społeczeństwa.
WNIOSEK:
Muzyka techno była dźwiękową wersją mojego programu OSW – rytmiczną demokracją, w której każdy impuls, każdy bit, każdy ruch ciała był głosem w systemie. Rave był testem – i dowiódł, że ludzie potrafią działać jak sieć.
Polska przyszłości musi tańczyć w rytmie danych.
Piotr Wyrzykowski (Peter Style) – artysta nowych mediów, performer i badacz relacji człowiek–technologia–AI. Twórca teorii transformizmu: płynnej zmienności tożsamości, mediów i sprawczości, którą testuje w praktykach AI (modelowanie osobowości, generowanie głosu, AI jako aparat władzy i kontroli). Realizuje performanse oparte na systemach generatywnych, bada politykę interfejsów i „autorytet” głosu AI. Współtwórca C.U.K.T., inicjator „AI Authority of Art” (pierwsza na świecie na żywo debata głosowa dwóch polityków AI). Jego prace znajdują się m.in. w MoMA i Centre Pompidou. W skrócie: fuzja teorii transformizmu z algorytmicznym performansem, która przesuwa granice sztuki, polityki i tożsamości.
"Kampania Prezydencka Wiktorii Cukt", C.U.K.T., 2000 (Rafał Ewertowski, Mikołaj Jurkowski, Artur Kozdowski, Jacek Niegoda, Maciej Sienkiewicz, Piotr Wyrzykowski).
Autorzy wizerunków Wiktorii Cukt: grafika 3D – Rafał Ewertowski (2000), grafika AI – Piotr Wyrzykowski.
Autor: redakcja
