Nowy renesans, gospodarka intencji i brak snu: AI w sektorze kreatywnym

Uznani twórcy sztuki nowych mediów, Holly Herndon i Mat Dryhurst, przekonują, że sztuczna inteligencja może stać się narzędziem artystycznego odrodzenia, a artyści mogą współkształtować jej miejsce w społeczeństwie, także przez dialog z wydawcami wielkich modeli. Zwykli twórcy widzą sprawę inaczej: AI to fundamentalne zagrożenie dla rynku pracy kreatywnej, a nawet źródło kryzysów egzystencjalnych.
Nieczęsto poza sferą tech-celebrytów na LinkedInie dotrzeć można dziś do pozytywnych wizji “sztucznej inteligencji”, która miałaby radykalnie, ale jednak na plus zmieniać rzeczywistość. Dominuje raczej niechęć, strach albo rozgoryczenie. Z tym większą uwagą przeczytałem pomieszczony w magazynie “The Atlantic” artykuł What AI Will Do to Art, autorstwa Spencera Kornhabera. Tekst poświęcony jest wizji sztuki rozwijającej się dzięki AI, przy czym autor nie przedstawia tu wyników własnych badań, ale obszernie streszcza propozycje Holly Herndon i Mata Dryhursta, pary uznanych artystów, z sukcesami pracujących na styku muzyki i nowych mediów (w 2022 roku zdobyli główną nagrodę na festiwalu Ars Electronica za pracę Holly+, cyfrowy awatar Holly Herndon, pozwalający na klonowanie jej głosu).
Jak czytamy w artykule, Herndon i Dryhurst
To najbardziej wpływowi przedstawiciele kultury wysokiej, zajmujący się sztuczną inteligencją, wynalazkiem, który wielu uważa za zwiastun końca sztuki, a który według nich ma prowadzić do jej odrodzenia.
Bez wątpienia oboje idą pod prąd dominującym w środowisku artystycznym poglądom - Herndon była jedyną artystką, która publicznie protestowała przeciwko zakazowi publikowania wytworów AI na Bandcampie.
Opcja aktywnej współpracy
Można zastanowić się, czy powodem takiej a nie innej postawy jest wyznawanie pewnego determinizmu związanego z AI. Ponieważ sztuczna inteligencja już teraz ma zmieniać nasz świat, według nich to właśnie artyści mogliby pomóc kształtować kierunek tych zmian, aktywnie się w nie angażując. Oczekiwaną postawą nie jest więc backlash - negacja i odrzucenie, ale współtworzenie. Przejawem tego może być udział w dyskusji na temat prawa autorskiego i proponowanie nowych mechanizmów, choćby metod licencjonowania własnego głosu do maszynowego klonowania. Albo budowanie rozwiązań, pozwalających twórcom i twórczyniom usuwać swoje prace z danych treningowych. W 2022 roku Herndon i Dryhurst stworzyli projekt Spawning.ai, którego celem było właśnie zarządzanie wycofywaniem zgód twórców na wykorzystanie ich utworów w trenowaniu modeli wizualnych. Ostatecznie jednak
Aby to rozwiązanie mogło zadziałać, firmy rozwijające sztuczną inteligencję musiałyby respektować listę wyłączeń (opt-out) prowadzoną przez Spawning. Dryhurst i Herndon mówili mi, że spotkania z liderami branży napawały ich optymizmem. Z czasem jednak artyści zdali sobie sprawę, że ich pierwotna wizja rozwiązania problemu praw autorskich za pomocą niewielkiego start-upu, zamiast, na przykład, poprzez egzekwowanie przepisów przez państwo, była nieco naiwna. Jak wyjaśnił Dryhurst, firmy AI “miały uzasadnione obawy przed zobowiązaniem się do przestrzegania protokołów i standardów proponowanych przez niewielkie grupy ludzi, które mogą zniknąć za rok lub dwa”. W 2025 roku firma zakończyła działalność.
Jak czytamy, Dryhurst i Herndon mieli tu bardziej przejmować się krytyką ze strony świata sztuki niż zignorowaniem ich propozycji przez dużych wydawców modeli AI. Według nich backlash jest błędem, ponieważ artyści powinni współkształtować miejsce AI w społeczeństwie. Wobec takiej postawy trudno być zaskoczonym, że sztuczna inteligencja będzie dla tej pary twórców po prostu nowym narzędziem twórczości. Nie będą zadawać pytań o to, czy z niej korzystać, tylko jak zrobić to dobrze. Pisze dalej Kornhaber,
Spędzałem czas z ludźmi, którzy próbują zrobić ze sztuczną inteligencją to, co Jackson Pollock zrobił z farbą - wykorzystać medium w niekonwencjonalny sposób, przekształcić je w narzędzie do twórczych przypadków (serendipity engine) i wydobywać znaczenie z nieprzewidywalności. W odpowiednich rękach technologia ta ma wyraźny potencjał wyzwolić nową sztukę, której dziś nie jesteśmy jeszcze w stanie sobie wyobrazić.
Koncepcja, a nie wykonanie
Dryhurst i Herndon rozwijają wizję odrodzenia sztuki, które zmieni jej podstawy i miejsce w społeczeństwie. Na czym ma polegać ta wywołana przez AI rewolucja? Przede wszystkim na odejściu w sztuce od rzemiosła i wykonania na rzecz koncepcji i celu. Artysta - przekonują - ma teraz koncentrować się na tym, co chce przekazać, oddając wdrożenie swojego pomysłu maszynie - zaprojektowanie systemu generującego obrazy może być tak samo artystycznym działaniem jak namalowanie pojedynczego obrazu. Odrzucenie znaczenia twórczych umiejętności na rzecz samej koncepcji ma w efekcie demokratyzować sztukę - nie trzeba już mieć tylu umiejętności, żeby ją uprawiać.
Upowszechnienie się sztucznej inteligencji ma być dla twórczości tym samym, co upowszechnienie się tanich aparatów fotograficznych - teraz każdy może być twórcą. Skoro tak, zmienić ma się też rola sztuki - jej celem nie będzie już wytwarzanie obiektów, na które nakładać można indywidualne prawa własności intelektualnej, ale coś w rodzaju wspólnotowego rzemiosła, które służyć będzie celom społecznym. W takiej perspektywie model językowy czy wizualny może być - jak czytamy - formą ludowego kanonu, zbiorem dostępnych dla wszystkich wątków, opowieści i wizualności, które następnie każdy może przetwarzać. Indywidualna postać twórcy także ma zostać rozproszona - nowy model prawa autorskiego pozwalać ma na licencjonowanie siebie (np. własnego głosu), co umożliwi tworzenie nowych, kolektywnych już dzieł.
Zdaniem Dryhursta nawet slop, generatywna amatorska wytwórczość zalewająca media społecznościowe, przestanie być problemem. Paradoksalnie nie dlatego, że przestanie być produkowany, ale ponieważ każdy będzie mógł w prosty sposób samodzielnie stworzyć sobie własne wytwory, idealnie odpowiadające jego potrzebom. Skoro gospodarka uwagi zmieni się w gospodarkę intencji, algorytmy rekomendacyjne w mediach społecznościowych przestaną być potrzebne:
W porównaniu z bezmyślnym przewijaniem Facebooka czy TikToka, rozmowa ze sztuczną inteligencją jest “cywilizowana” - mówi Dryhurst: prosisz o to, czego potrzebujesz, i dostajesz to, bez ukrytych intencji algorytmów rekomendacji. Narzędzia do tworzenia oparte na AI pozwolą zwykłym ludziom wspólnie pracować nad osobistymi projektami artystycznymi; to, co tworzą przyjaciele razem, może stać się ważniejsze niż to, co tworzą celebryci, aby nam coś sprzedać.
Autor omawianego artykułu, Spencer Kornhaber, jedzie do Wenecji, gdzie na Biennale ogląda prace stworzone przez różnych artystów z użyciem sztucznej inteligencji. Mimo ostrożnej sympatii do poglądów bohaterów swojego reportażu, prezentowane tam prace ocenia raczej negatywnie: mają być bliższe nieudolnym eksperymentom naukowym niż wspaniałym obiektom estetycznym, ocenia je jako tandetne i nudne. Droga na skróty, jaką proponuje AI, jest dla niego nie do przyjęcia.
Rzeczywistość poza bańką
Żeby w jakiś sposób zrównoważyć optymistyczne (a może naiwne) podejście Herndon i Dryhursta, poszukałem przekrojowych badań na temat tego, jak twórcy sztuki postrzegają sztuczną inteligencję. Udało mi się znaleźć ciekawe opracowanie, którego bohaterami są - inaczej niż cytowana wyżej para - zwykli twórcy cyfrowi. W artykule Risky business: how digital artists perceive generative AI (DOI: 10.1007/s00146-026-03149-9, 2026) poznać możemy perspektywę osób spoza pola sztuki nowych mediów, ale wciąż z sektora kreatywnego. Ich punkt widzenia jest z pewnością bardziej reprezentatywny niż punkt widzenia pary artystów wystawiających swoje prace na najbardziej prestiżowych wystawach i zdobywających najważniejsze nagrody.
Autorzy badania przeprowadzili rozmowy z 22 osobami, które zarabiają na życie pracą kreatywną dla branży rozrywkowej (tworzą ilustracje, storyboardy dla filmów itp.). Badana grupa składała się z 19 mężczyzn i 3 kobiet, zdecydowana większość osób pracowała w USA, pozostałe w Wielkiej Brytanii, w Brazylii i Niemczech. Członkowie grupy mieli średnio dekadę doświadczenia w pracy twórczej.
Ich wizja wpływu AI na branżę kreatywną jest radykalnie inna niż Herndon i Dryhursta. Nie ma tu mowy o nowym odrodzeniu sztuki, zamiast tego jest wyrażana niemal przez wszystkich obawa o utratę pracy (zastąpienie przez AI). Zdecydowana większość rozmówców wprost boi się likwidacji własnego stanowiska pracy. Upowszechnienie się sztucznej inteligencji ma też, według badanych, wzmacniać presję na obniżanie płac w sektorze i budować oczekiwania nieustannego zwiększania tempa pracy. Badani mają poczucie naruszenia (violation) ich praw i wartości poprzez niekontrolowane wykorzystywanie ich utworów do trenowania modeli, martwią się też perspektywą zmiany swojej roli z twórcy na opiekuna komputera, osoby, której zadaniem będzie jedynie poprawianie maszynowych wytworów.
Upowszechnianie się sztucznej inteligencji w branży kreatywnej wywoływać ma w twórcach lęk, stany depresyjne, a nawet kryzysy egzystencjalne:
Tracę wiele snu. Szczerze mówiąc, dużo płaczę. To niezwykle stresujące, nie wiedzieć, czy to, czemu poświęciłem życie, będzie możliwe za kilka lat. I nie jestem w tym odosobniony. Mnóstwo ludzi, z którymi rozmawiam, czuje to samo. Przestali sypiać. Płaczą, załamują się, mają ataki paniki i te wszystkie rzeczy, i to jest całkowicie uzasadnione.
Herndon i Dryhurst mówią o konieczności układania się z wydawcami dużych modeli, proponują aktywną pracę nad zapewnieniem AI odpowiedniego miejsca w społeczeństwie i swobodnie pracują, wykorzystując te narzędzia. Zwykli twórcy muszą zderzyć się z nagłą zmianą zasad i warunków na rynku pracy, jaką wywołuje coraz szerszy dostęp do narzędzi AI. Dla jednych będzie to szansa na odrodzenie sztuki, dla innych unieważnienie dotychczasowych ścieżek rozwoju i zablokowanie szans na osobisty progres:
Nie chcę mówić: bezwartościowy, ale czuję, że - do diabła - urodziłem się w złym czasie. Mam 25 lat. Już muszę martwić się o swoją karierę w jakimś fundamentalnym sensie. O mój Boże. Nie straciłem zapału, ale przez to czuję się, cóż, nie chcę używać tego słowa, ale z braku lepszego słowa - bezwartościowy.
W artykule z “The Atlantic” znajdziemy niewielki wątek na temat recepcji AI-projektu Herndon i Dryhursta. Twórcy nie byli specjalnie zbudowani reakcjami odbiorców - większość z nich ignorowała koncepcję naukową (techniczną) stojącą za skomplikowaną symulacją parlamentu agentów AI i oceniała go jako “dziwny”.
Autor: redakcja
