Domena publiczna jako prawo obywatelskie i azyl twórczości wobec slopów AI

Domena publiczna przez dekady była postrzegana głównie jako zbiór utworów, do których wygasły prawa majątkowe. W obliczu zalewu generatywnych treści coraz wyraźniej potrzebujemy afirmatywnej definicji, która nada jej nowe wartości i znaczenie. Domena publiczna jako wspólna własność oraz przestrzeń schronienia dla twórczości? Takie koncepcje pojawiły się już na początku lat 80. i dziś stają się bardzo aktualne.
Prawie sto lat po premierze, 1 stycznia 2026 roku do domeny publicznej wchodzi filmowa adaptacja powieści Remarque’a “Na Zachodzie bez zmian” w reżyserii Lewisa Milestone’a. W filmie z 1930 roku wystąpiło jako statyści wielu żołnierzy niemieckich, którzy po zakończeniu Wielkiej Wojny wyemigrowali do Los Angeles. Doskonale pamiętali oni koszmar okopów, a reżyser korzystał z ich doświadczenia przy planowaniu niektórych scen. Przygotowano także oryginalną niemiecką ścieżkę dialogową, planując wyświetlanie filmu także w Niemczech.
Reżim hitlerowski nie mógł jednak zaakceptować krytycznego wobec wojny obrazu, którego pacyfistyczny, uniwersalny wydźwięk był oczywisty. Wydania dzieła Remarque’a (1929) były publicznie palone podczas akcji organizowanych przez narodowosocjalistyczne bojówki, a kina wyświetlające film brutalnie atakowane. Ostatecznie hitlerowska cenzura zablokowała dystrybucję filmu w Niemczech, ponieważ
ośmielił się [on] podważyć germańskie ideały militaryzmu, honoru, męstwa i poświęcenia dla Ojczyzny (źródło).
Praktyka domeny publicznej
Można zastanowić się, czy rzeczywiście tak duże praktyczne znaczenie ma to, że jakiś film, obraz, powieść po stu latach wchodzi do domeny publicznej. Czy organizując Dzień Domeny Publicznej, nie tworzymy fikcji? Oczywiście, przemysły kultury czekają na uwolnienie twórczości, żeby budować na niej nowe produkty - w przygotowaniu jest już na przykład horror wykorzystujący postać Betty Boop , która w tym roku weszła do domeny publicznej. Także w polskim systemie prawnym instytucje edukacyjne niespecjalnie przejmować się muszą ograniczeniami praw autorskich, jeśli korzystają z utworów w ramach dozwolonego użytku dydaktycznego czy naukowego. Zwykli konsumenci kultury z pewnością mogą sobie bez problemu znaleźć nieoficjalnie udostępniane wersje interesujących utworów i dzieł, zanim formalnie przestaną być one chronione. Sam film Milestone’a został zdigitalizowany i opublikowany w Internet Archive przynajmniej jeszcze w styczniu 2021 roku, a więc pięć lat przed wejściem tytułu do domeny publicznej. Dziś jest już w domenie publicznej, ale czy tylko w USA? W Polsce obowiązuje przecież zasada 70 lat od śmierci twórcy, a Lewis Milestone zmarł w 1980 roku. Kogo to jednak obchodzi, prawda?
Pamiętajmy też, że wejście do domeny oryginalnych dzieł literackich nie oznacza automatycznie, że ich tłumaczenia są również wolne. “Na Zachodzie bez zmian” przetłumaczona została na polski już w 1930 roku przez Stefana Napierskiego (1899-1940), więc tłumaczenie to - jak się wydaje - akurat jest już w domenie.
Opowieść o domenie publicznej jako twórczości, która została uwolniona i stała się własnością wszystkich (co nie jest do końca prawdą, biorąc pod uwagę kwestie takie jak ochrona wizerunku albo prawa osobiste twórcy), wydaje się być w kryzysie. Prawo autorskie nie jest na tyle atrakcyjnym tematem, żeby dało się łatwo zbudować angażujących wartości na jakiejś jego interpretacji. Do tego dostęp do treści kultury sprzed dziesiątek lat nauczyliśmy się zapewniać sobie bez brania pod uwagę statusu praw majątkowych. Być może potrzebujemy tu nowego sposobu myślenia, który przełoży się na nowy wizerunek uwalnianych z reżimu prawa autorskiego dzieł. Okazuje się, że od dekad na stole jest już taka propozycja.
Domena publiczna jak prawa obywatelskie
Oto w 1981 roku amerykański prawnik David Lange opublikował artykuł Recognizing the Public Domain (DOI: 10.2307/1191227). Pisał w nim, że wobec silnej ekspansji praw autorskich czy ochrony wizerunku, utwory, które weszły już formalnie do domeny publicznej, są wciąż zagrożone dalszym ograniczaniem ich wykorzystania. Przykładem jest tu sprawa Groucho Marx Productions przeciwko Day and Night Co., w której spadkobiercy Braci Marx skutecznie pozwali twórców musicalu “A Day in Hollywood, A Night in the Ukraine” (1979-1980) za wykorzystanie postaci braci. Oryginalne filmy z lat 30. nie były wtedy w domenie publicznej, ale spór toczył się o to, czy wizerunek (a nawet pewien trop kreatywny czy tekst kultury) może podlegać ochronie dziesiątki lat od powstania.
Między innymi ten właśnie spór zainspirował Davida Langego do stworzenia pozytywnej definicji domeny publicznej oraz odrzucenia definicji negatywnej, a więc takiej, która podkreślała brak ograniczeń prawnoautorskich. Swoją pozytywną definicję przedstawił w przywołanym artykule z 1981 roku oraz w kolejnym, Reimagining the Public Domain, opublikowanym już w 2003 roku (JSTOR: stable/20059182).
Pozytywna (afirmatywna) definicja domeny publicznej ma być radykalnym przewartościowaniem koncepcji negatywnej, wedle której domena publiczna to po prostu utwory, które ostały się po tym, kiedy własność intelektualną zaspokoiła już swój apetyt. Celem Langego było skuteczne nadanie domenie publicznej statusu prawnego, a status ten opierać się miał na praktyce kreatywnej wyobraźni (from the exercise of the creative imagination), nieograniczonej już regulacjami prawa autorskiego. Status ten przypominać miałby obywatelstwo: tak jak obywatele Rzymu korzystali z praw im przysługujących po deklaracji Civis Romanus sum, tak utwory w domenie publicznej powinny cieszyć się przywilejami wolności kreatywnego przetwarzania dzięki obywatelstwu wyobraźni twórczej (citizenship of the creative imagination).
Według Langego, utwory o takim statusie korzystałyby z określonych uprawnień, przywilejów i immunitetów, zawsze nadrzędnych wobec roszczeń właścicieli praw autorskich. Celem takiego systemu nie byłoby oczywiście nadawanie utworom jakiejś szczególnej podmiotowości, ale skuteczne zagwarantowanie każdemu, że myślenie, wyobrażanie sobie, pamiętanie, adaptowanie, zabawa i tworzenie z wykorzystaniem dawnych treści będzie możliwe i legalne. Lange proponuje też metaforę domeny publicznej jako sanktuarium - domena publiczna ma służyć jako miejsce schronienia dla wysiłku twórczego (place of refuge for creative endeavor). Nawet dozwolony użytek ma być - według niego - nie tyle elementem reżimu praw autorskich, ale pewnym przejawem praktyki domeny publicznej.
Domena publiczna to własność
W podobnym kierunku idą też autorzy opracowania Towards an affirmative public domain (DOI: 10.1080/09502386.2014.886490, 2014). Podkreślają, że w prawie amerykańskim status domeny publicznej jest nieprzejrzysty i w praktyce łatwy do zakwestionowania. Przekonują, że neoliberalizm jako ideologia negatywnie traktuje wszystko, co zbiorowe - dany zasób ma być wartościowy jedynie wtedy, kiedy staje się czyjąś własnością. W takich realiach domena publiczna jako brak własności stoi na przegranej pozycji względem działających na rynku podmiotów, które chcą ją zawłaszczyć.
Stąd domena publiczna powinna być - ich zdaniem określana jako zbiorowa własność (collective ownership) społeczeństwa czy ludzkości, która następuje po wygaśnięciu ograniczonych przywilejów przyznanych autorowi. Co więcej, autorzy podkreślają, że trudno mówić o w pełni niezależnej i indywidualnej twórczości, ponieważ żaden człowiek nie działa w próżni kulturowej, a każdy utwór powstaje wobec określonego kulturowego, społecznego i intelektualnego tła. W takiej perspektywie domena publiczna jest - jak rozumiem - po prostu wejściem już niechronionych dzieł do wspólnej puli, na bazie której wcześniej powstały.
Ta zbiorowo posiadana i dostępna przestrzeń (collectively owned and accessible space) pozwala na rozwój kultury, stanowi źródło inspiracji, tropów, wątków i tradycji. Z tegi powodu każda próba jej ograniczenia powinna być traktowana jako zagrożenie dla przyszłej ekspresji twórczej.
Nowe wartości domeny publicznej
“Na Zachodzie bez zmian” Lewisa Milestone’a jest filmem niezwykłym, ponieważ grają w nim prawdziwi weterani frontów I wojny światowej, pełne przemocy odrzucenie go w hitlerowskich Niemczech nadaje mu dodatkowe znaczenia. Jego wejście do domeny publicznej nie jest tylko zmianą statusu prawnoautorskiego (która obchodzi naprawdę nielicznych), ale szansą na lepsze poznanie i może nowe odczytanie.
Do zestawu wartości domeny publicznej Jennifer Jenkins, dyrektorka Duke University Law School's Center, dokłada jeszcze jednen nieoczywisty element:
Teraz wszyscy rozmawiamy z naszymi chatbotami i zastanawiamy się, jakie ma znaczenie to, że wchodzimy w kontakt z dziełami artystycznymi, tworzonymi przez człowieka, albo ze słowami generowanymi przez maszynę. Stąd tak uderzające było dla mnie poczuć człowieczeństwo stojące za tymi wszystkimi dziełami z 1930 roku.
Domena publiczna w obecnym jej kształcie staje się gwarancją dostępu do prawdziwie ludzkich utworów, posiadających autentyczne historie i specyficzny kontekst. Film Milestone’a z 1930 roku można czytać w kontekście nie tylko pamięci Wielkiej Wojny, ale też rodzącego się przemysłu filmowego w USA czy ówczesnych możliwości produkcyjnych. W porównaniu z takimi własnościami dawnej twórczości współczesne slopy AI są niczym innym jak płaskimi i abstrakcyjnymi produkcjami przemysłowymi. Raczej nigdy nie będą mieć prawdziwej historii, a ich znaczenie bazować będzie wyłącznie na ich dosłownej zawartości.
Przegląd nowych utworów w domenie publicznej znaleźć można na stronie magazynu “The Public Domain Review”.
Autor: redakcja
