Uruchomienie bloga zostało sfinansowane przez społeczność ❤️
Mecenasem bloga jest Fundacja Zakłady Kórnickie,
wydawca portalu historycznego Hrabia Tytus

Bardzo zła metafora: to nie robotnicy, to rentierzy mocy obliczeniowych

Bardzo zła metafora: to nie robotnicy, to rentierzy mocy obliczeniowych

Fotografia z okładki “Time” w jednym ujęciu streszcza główny problem dyskusji o sztucznej inteligencji. Proponuje się nam wizję bezkosztowej rewolucji technologicznej, napędzanej zdolnościami garstki wizjonerów, ale za tą wizją stoi system niewidzialnej pracy i eksploatacji twórczości, z którego wartość czerpią nieliczni.

Magazyn “Time”, znany z nieszczególnie krytycznego podejścia do technologii oraz osobliwych okładek “Człowieka roku”, w tym roku postanowił połączyć dwie te skłonności. W efekcie “Człowiekiem roku 2025” zostali, subiektywnie wybrani przez redakcję, tak zwani “architekci AI”. Są to Mark Zuckerberg, Lisa Su, Elon Musk, Jensen Huang, Sam Altman, Demis Hassabis, Dario Amodei, Fei-Fei Li – same grube szychy, CEO rozmaitych spółek czy firm, oczywiście amerykańskich.

Tylko dwie (w porywach trzy) osoby stamtąd są naukowcami, rozwijającymi AI jako dyscyplinę akademicką, reszta to wszelkiej maści sprzedawcy, nawet rosyjskiej propagandy (jak Musk). Czy więc to faktyczni architekci – a jeśli to tak, to czy na pewno AI? Może raczej hype’u na tę technologię i banki inwestycyjnej, będącej konsekwencją tego hype’u?

Pompatyczne uzasadnienie, sporządzone przez redakcję razi stylem i wypacza temat:

Sztuczna inteligencja stała się prawdopodobnie najbardziej znaczącym narzędziem w rywalizacji między mocarstwami od czasu pojawienia się broni jądrowej

Wybór i uzasadnienie tytułu “Człowieka roku” nawet nie jest najgorszą rzeczą, jaką na tę okoliczność “Time” popełnił. Ową nienawistną ósemkę zaprezentowano na wzór słynnego zdjęcia z 1932 roku Lunch atop a Skyscraper. Być może stąd skojarzenie z architektami, ale przecież architekci raczej tak często na wysokościach nie pracują, na pewno też nie układają cegieł ani nie wbijają nitów.

Wybór redakcji jest jednak całkowitym nieporozumieniem. Nawet pomijając to, że sama grafika stanowi dość toporny kolaż, którego edycja - kto to wie - być może też była wspierana przez AI. Oryginalne ujęcie z lat 30. przedstawia przecież robotników (często imigrantów), a nie prezesów. Nie zapominajmy też – i tu jest pewna ironia – że zdjęcie to powstało w czasie Wielkiego Kryzysu.

Fotografii tej od początku towarzyszyły kontrowersje i komentarze na temat fałszowania rzeczywistości. Przykładowo, widoczni na nim robotnicy wcale nie wisieli kilkaset metrów w powietrzu, jak mogłoby się wydawać z tego ujęcia. Jak czytamy w artykule opublikowanym w New York Times:

Popularność tego zdjęcia, które zdążyło już być kolorowane, parodiowane, przerabiane na burleskę z udziałem Muppetów i zamienione przez Sergio Furnariego w naturalnej wielkości rzeźbę, wynika po części z pozornej, nonszalanckiej brawury jego bohaterów. Belka, na której siedzą, zdaje się zawieszona nad miejską otchłanią: za ich plecami rozciąga się ogrom Central Parku, a poniżej, jak się wydaje, nie ma nic. W rzeczywistości jednak wykończona kondygnacja 30 Rockefeller Plaza znajdowała się prawdopodobnie zaledwie kilka stóp dalej. I z pewnością nie była to scena przypadkowa. Jak pokazują zbiory Rockefellera, fotografia ta była jedną z wielu pozowanych sesji wykonywanych i rozpowszechnianych w mediach, celem wykorzystania w handlu nieruchomościami w okresie Wielkiego Kryzysu (choć, jak zauważyła archiwistka Christine Roussel, zdjęcia te realizowali fotografowie "absolutnie szaleni").

Fotografie w tym stylu miały głównie, dziś byśmy powiedzieli, marketingowy charakter, promując powstające w Nowym Jorku stalowe drapacze chmur. Nie zmienia to faktu, że okładka “Time” to policzek dla robotników – zarówno XX-wiecznych, jak i ich współczesnych odpowiedników, już nie tylko układających cegły, ale też klepiących w klawiaturę podczas moderowania mediów społecznościowych albo tworzenia danych do trenowania sztucznej inteligencji. Jak czytamy w NYT, fotografia przedstawiała syntezę

imigracji, ambicji i determinacji. Spojrzenie na Manhattan z wysokości, w czasach ogromnego bezrobocia i desperacji. […] Płace [na budowie] były dobre. Problem w tym, że można było zginąć.

Osobom siedzącym na belce w zdjęciu okładkowym magazynu “Time” z 2025 roku w przypadku pęknięcia bańki inwestycyjnej włos z głowy nie spadnie, choć w kwestii prawno-społecznej odpowiedzialności za ich działalność autor tych słów chciałby się mylić. Niezależnie od wszystkiego, do końca życia pozostaną oni co najmniej multimilionerami. Nieprzypadkowo to właśnie akademicy (choć powiązani z Google) jak prof. Fei-Fei Li czy noblista Demis Hassabis są najbiedniejsi w tym zestawieniu. Pozostali dysponują majątkiem co najmniej dziesięciokrotnie, ba, stukrotnie większym. Albo nawet tysiąckrotnie, jak Musk? Trudno oczekiwać, że Sam Altman, czy jego niegdysiejszy współpracownik Dario Amodei podzielą los Elizabeth Holmes.

Mutatis mutandis to tak na dobrą sprawę my wszyscy jesteśmy współczesnymi robotnikami w przemyśle AI, dostarczając swoją pracą (także twórczą) i aktywnością w internecie danych czy “wdrażając AI” w swoich miejscach pracy. A szczególnie narażeni są anotatorzy czy moderatorzy treści, stanowiska niebezzasadnie outsourcowane daleko na Globalne Południe.

Fotografia z 1932 roku dokumentowała budowę wieżowca Rockefeller Plaza. Oczywiście chodzi tu o “tego Rockefellera”, szefa Standard Oil Company i magnata naftowego przełomu XIX i XX wieku. Standard Oil Company było agresywnym monopolem kontrolującym 90 proc. rynku i dlatego zastosowano przeciwko niemu ustawę antymonopolową (Sherman Antitrust Act). Regulacja ta zdaje się specjalnie przygotowaną na takie okazje, wskutek czego giganta podzielono na mniejsze firmy. Ostatecznie i tak Rockefeller tylko na tym podziale zarobił.

Ale, jak na kolejną ironię przystało, tę samą ustawę – Sherman Act – próbowano i dalej próbuje się teraz zastosować w stosunku do firm reprezentowanych na tej honorowej belce, firm takich jak Google czy Meta. Oraz paru innych, których reprezentanci akurat się tam nie zmieścili, jak Amazon czy Apple.

Czy więc zestawiając “architektów AI” z Wielkim Kryzysem i monopolistami ubiegłego wieku magazyn “Time” nie przekazał swoją okładką – wbrew pierwotnej intencji – zupełnie innego przesłania? Może właśnie nieco perwersyjnie i cynicznie chciano za historycznym pierwowzorem analogicznie zachwalać “rewolucyjną technologię” w świecie toczonym przez polikryzys? Tego nie wiemy – możliwe, że nikt w magazynie “Time” nie zadał sobie takich pytań. Szkoda, liczylibyśmy na większe wyczucie.

Autor: jacekmanko

🤗
Jeśli ten wpis okazał się dla Ciebie wartościowy, możesz dorzucić się do wsparcia bloga. Postaw wirtualną kawę na Suppi.pl albo zostań patronem na Patronite.

Wpis opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach.