Uruchomienie bloga zostało sfinansowane przez społeczność ❤️
Mecenasem bloga jest Fundacja Zakłady Kórnickie,
wydawca portalu historycznego Hrabia Tytus

Etyczna AI, która się nie opłaca? Przypadek platformy Tess

Etyczna AI, która się nie opłaca? Przypadek platformy Tess

Jednym z najważniejszych problemów związanych z AI są prawa i interesy twórców, którym zagraża łatwość i niski koszt replikowania stylu ich prac. Duże komercyjne modele powstają na bazie autorskich treści, zazwyczaj bez uzyskiwania odpowiednich licencji i zgód. Platforma Tess była próbą pogodzenia interesów twórców z logiką rynku AI, niestety nie tylko wątpliwą prawnie, ale też w pewien sposób legitymizującą masowe wykorzystywanie twórczości w procesie trenowania wizualnych modeli generatywnych.

Popularne komercyjne modele sztucznej inteligencji budowane są na twórczej pracy ogromnej liczby autorów i autorek. Ich teksty, prace graficzne, fotografie czy kod źródłowy bywają wywłaszczane i wykorzystywane jako dane treningowe. W efekcie powstają kolejne rozwiązania, pozwalające w niemal bezkosztowy sposób symulować styl literacki czy tworzyć materiały wizualne w estetyce danego twórcy. Nic więc dziwnego, że jednym z głównych argumentów przeciwko komercyjnej AI jest właśnie sprawa praw i pozycji osób pracujących twórczo.

W 2024 roku powstała platforma Tess.design, która łączyła cele komercyjne z próbą zapewnienia autorom i autorkom prac wizualnych jakiejś podstawowej rekompensaty za używanie i reprodukowanie ich twórczości. Reklamowano ją jako “etyczny generator obrazów”. Użytkownicy-klienci platformy mogli korzystać z dużych modeli graficznych, dostrojonych do stylu konkretnych artystów i artystek, a ci w zamian otrzymywali 50 proc. tantiemy za takie wykorzystanie ich twórczości. Tess miała być pierwszym “właściwie licencjonowanym” generatorem obrazów, który tworzy ilustracje porównywalne pod względem jakości z wytworami najlepszych modelami generatywnymi.

strona główna Tess.design

Dwa lata później, w styczniu 2026 roku, platforma zakończyła działalność. Co poszło nie tak?

Po pierwsze, twórcy platformy musieli skontaktować się z artystami i artystkami, aby podpisać zgody na wykorzystanie ich twórczości. Ponieważ nie udało się tego zrobić zbiorczo - poprzez organizacje zrzeszające ilustratorów - zdecydowano się na bezpośredni kontakt … przez LinkedIn. Wysłano wiadomości do 325 osób: połowa z nich nie odpisała, jedna piąta była “bardzo na nie”, zgodziło się około 20 osób. W takiej sytuacji oczywiście zabrakło skali:

Tess działał przez 20 miesięcy i wygenerował 12 172,33 dol. przychodu brutto. Wypłaciliśmy artystom 18 tys. dol. w zaliczkach na tantiemy oraz wydawaliśmy około 100 dol. miesięcznie na infrastrukturę (początkowo częściowo pokrywaną przez kredyty Azure). Oznacza to, że Tess przyniósł stratę netto: około 7 tys. dol. bezpośrednich kosztów, nie licząc czasu poświęconego na inżynierię, projektowanie, marketing i rozwój produktu. [...] żaden z artystów nie zarobił na użyciu swojego stylu na tyle dużo, aby otrzymać dodatkowe tantiemy ponad wypłaconą zaliczkę

Po drugie, wcale nie było (i chyba wciąż nie jest) pewne, czy można licencjonować styl własnej twórczości. Twórcy Tess byli o krok od podpisania dużego kontraktu, ale ten został zablokowany przez dział prawny firmy, z którą chcieli wejść we współpracę:

nierozstrzygnięte sprawy sądowe dotyczące praw autorskich w AI sprawiały, że jakikolwiek produkt związany z licencjonowaniem AI był zbyt ryzykowny [dla dużej korporacji, która chciała korzystać z Tess, co zapewniłoby przychody]

Po trzecie, warto spojrzeć na motywacje osób, które negatywnie odpowiedziały na propozycję Tess:

"nie istnieje coś takiego jak etyczna AI, kropka"

"nie chcę, żeby używano moich prac w kampanii reklamowej papierosów"

"jako artysta wyznaję pewne wartości związane z procesem twórczym i osobiście uważam, że sztuka generowana przez AI jest z nimi sprzeczna. Chociaż doceniam postępy technologiczne w tej dziedzinie, wolę zachować bezpośredni, praktyczny kontakt z moją pracą"

Twórcy platformy zderzyli się z wyraźną niechęcią środowiska twórczego wobec generatywnej AI, zauważyli też, że artyści i artystki wyrażają obawy o

ryzyko utraty reputacji z powodu powiązania z generatywną AI, którą branża postrzega powszechnie jako coś złego

Zwróćmy też uwagę, że Tess, pomimo etycznego celu, miała jednak bazować na dużych komercyjnych modelach, których powstanie nie byłoby możliwe bez nieautoryzowanego pozyskiwania twórczości dostępnej online. Ta wielka masa drobnych twórców i twórczyń miała zostać w tym schemacie pominięta, a wynagrodzenie za wykorzystanie dotrenowanego modelu miały otrzymać jedynie osoby współpracujące z platformą. Miały one licencjonować maszynowo generowane wytwory, chociaż wydaje się, że w żaden sposób nie są one chronione ("obecnie nie budzi wątpliwości, że z tego względu, że wytwory AI nie są tworzone przez człowieka, to nie podlegają ochronie autorskiej").

Nawet jeśli zgodne z przepisami prawa byłoby licencjonowanie wytworów z Tess, to czy wynagrodzenie za te licencje rzeczywiście rekompensowałoby potencjalne zalanie internetu podróbkami (czy też symulacjami) grafik w stylu autorów i autorek, które zdecydowały się podpisać umowę z platformą? Czy ostatecznie nie byłoby to jednak wywłaszczanie ich z kreatywnych wartości (warsztatu, stylu itp.)?

Dyskusja wokół platformy Tess [rozwinęła się na koncie facebook.com/humanistyka.dev - na które serdecznie zapraszam 🙂. Poniżej przytaczam dwa najciekawsze komentarze.

Krzysztof Siewicz (prawnik specjalizujący się w prawie autorskim):

Kopiowanie stylu" może obejmować wiele aktywności, od korzystania z niechronionych prawem autorskim idei, przez mieszczące się w dozwolonym użytku cytowanie czy niektóre przeróbki, po kopiowanie utworu wymagające licencji. Ten projekt mimo wszystko wygląda ciekawie właśnie dlatego, że stoi zupełnie obok obecnego prawa autorskiego: ja go rozumiem jako próbę wsparcia twórców i zdjęcia z użytkowników ryzyka. Obecne prawo autorskie niespecjalnie daje sobie radę z żadnym z tych wyzwań.

Maria Świetlik (działaczka na rzecz praw cyfrowych):

Myślę, że pomysł był dobry w sensie etycznym, ale rozbił się o systemowe sprzeczności całej koncepcji wynagradzania pracy twórczej poprzez reżim prawa autorskiego i jego jeszcze większą nieadekwatność do produkcji cyfrowej. Wszyscy twórcy (a nie tylko modele AI) korzystają z dorobku innych twórczyń - dlatego fundamentalnie nie zgadzam się z tezą, że AI "powstała na kradzieży" - taki język wprowadza mylne skojarzenia. Zasada niewyłączności stylu (czyli to, że nie da sie zawłaszczyć idei) jest sensownym bezpiecznikiem prawa autorskiego, którego celem jest przede wszystkim zabezpieczenie prawa innych twórców, ich wolności twórczej. Generalnie obrona praw autorskich w ich obecnej postaci to jest jak upieranie się, że są tylko dwie płcie - obstawanie przy uproszczonym systemie, stworzonym w określonych warunkach historycznych na potrzeby pewnej grupy tak jakby to było jakieś "prawo naturalne". Im szybciej pożegnamy się z tą koncepcją i zaczniemy tworzyć sensowne formy wynagradzania pracy twórczej i zabezpieczeń społecznych - tzn. poza systemem tantiemowym - tym dla twórczyń i twórców lepiej. Ale oczywiście właścicielom praw autorskich, których nie należy utożsamiać z autorkami (prawa autorskie są "kupowane" przez wydawców i, producentów) , lepiej jest tę fałszywą świadomość podgrzewać: niech się mali kopią po kostkach, a duzi w spokoju wygarniają wartości

Autor: redakcja

🤗
Jeśli ten wpis okazał się dla Ciebie wartościowy, możesz dorzucić się do wsparcia bloga. Postaw wirtualną kawę na Suppi.pl albo zostań patronem na Patronite.

Wpis opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach.