Uruchomienie bloga zostało sfinansowane przez społeczność ❤️
Mecenasem bloga jest Fundacja Zakłady Kórnickie,
wydawca portalu historycznego Hrabia Tytus

Technologia, venture capital i hype wojenny

Technologia, venture capital i hype wojenny

W 1933 roku filozofka Simone Weil doszła do wniosku, że nowoczesna wojna charakteryzuje się nierozerwalnym splotem tego, co wojskowe i ekonomiczne […], odtwarzającym przy tym stosunki społeczne stanowiące samą strukturę istniejącego porządku – tyle że w znacznie bardziej dosadnej formie. Weil poczyniła te obserwacje w czasie, gdy nad Europę nadciągało widmo wojny, a moce przerobowe gospodarki przekierowywano na potrzeby machiny wojennej. Aktualne wydarzenia w sferze militarnej i ekonomicznej każą nam powrócić do tej przenikliwej refleksji.

W ostatnich latach sektor venture capital (VC) skierował swoją uwagę na “zrewolucjonizowanie” (DOI: 10.1017/fas.2024.18) coraz bardziej lukratywnego rynku technologii wojskowych. Kierunek ten wyznaczyły rekordowe globalne wydatki na obronność, wynikające wprost z niestabilnej sytuacji w Europie oraz towarzyszących im gwałtownych napięć geopolitycznych. Coraz większa część budżetów sektora wojskowego przeznaczana jest na nowe i tzw. wschodzące technologie militarne, w tym sztuczną inteligencję oraz półautonomiczne drony - czyli właśnie te segment rynku, w którym dominują startupy technologiczne i ich inwestorzy z VC.

Inwestorzy ci oczekują, że globalny rynek obronny będzie nadal rósł w niezwykle szybkim tempie 4.4 proc. rok do roku - i to aż do 2030 roku. Na tej podstawie kształtują oni swoje decyzje inwestycyjne, a to z kolei podtrzymuje koniunkturę w sektorze VC inwestującym w technologie podwójnego zastosowania i technologie wojskowe. Sektor militarny, który - według PitchBooka - doświadczył “jednego z najlepszych lat w swojej historii” i, w przeciwieństwie do innych obszarów inwestycji VC, nie dostrzega się w nim oznak spowolnienia. Wojna i niestabilność są - i zawsze były - okazją do robienia interesów. Jednak w odróżnieniu od wcześniejszych epok, gdy to państwo było motorem innowacji w technologii wojskowej, dziś to sektor prywatny staje u steru tych zmian.

Jak podkreśla Andreu Belsunces Gonçalves w artykule otwierającym cykl tekstów poświęconych hype’owi, kapitał VC jest przede wszystkim “spekulatywnym kapitałem”, który stawia wczesne zakłady na niepewną przyszłość, a sam wzbogaca się na gwałtownych zmianach sytuacji. Ale VC jest także niecierpliwą formą kapitału. Aby uzasadnić kolejną rundę finansowania, inwestorzy muszą dostrzec wyraźny wzrost zainteresowania startupem w horyzoncie czasowym 18–24 miesięcy. Jest to strukturalnie trudne w środowisku, w którym cykle zamówień publicznych są powolne i podlegają ścisłemu nadzorowi regulacyjnemu. To z kolei stanowi poważną przeszkodę dla startupów technologicznych, które muszą przejść od umowy na prototyp do umowy na produkcję w tempie dostatecznie szybkim jak na wymagania cyklu VC, aby skutecznie przekroczyć niesławną “dolinę śmierci”. Żeby przyciągnąć dalsze finansowanie VC, startupy są więc zmuszone do składania przesadnych i hiperbolicznych obietnic czy wyolbrzymiać użyteczność swoich produktów. VC opiera się na hypie,

tyle że w przeciwieństwie do jakiegokolwiek innego okresu w nowożytnej historii marketingu technologii wojskowych, ich obecny krajobraz podlega dziś temu samemu mechanizmowi hype’u, co technologie cywilne.

Od machiny hype’u do machiny wojennej

Hype jest sposobem kształtowania percepcji, perspektyw i praktyk poprzez emotywne narracje. W kontekście militarnym hype technologiczny jest nierozerwalnie związany z hypem wojennym. Na ich połączeniu, logika VC i kultura Doliny Krzemowej zlewają się z bohaterskimi wyobrażeniami konfliktu zbrojnego i wojny, wytwarzając zarazem specyficzne semiotyczne sparowanie, w którym jedna sfera zostaje głęboko uwikłana w drugą.

Wystarczy spojrzeć na to, w jaki sposób biznes VC bywa ujmowany w kategoriach wojennych, jak to przykładowo miało miejsce we wpisie na blogu z 2011 roku autorstwa Bena Horowitza, który wspólnie z Marcem Andreessenem prowadzi spółkę VC a16z. Wpis Horowitza zatytułowany jest “CEO na czas pokoju/CEO na czas wojny” (“Peacetime CEO/Wartime CEO”). Autor zachwala w nim rozmaite autokratyczne przymioty, w tym konieczność łamania protokołów, aby zwyciężyć, natężania sprzeczności, pielęgnowania paranoi oraz stosowania innych zbójeckich taktyk w celu “wygrania rynku”. Według Horowitza “CEO na czas wojny” (taki jak on) jest zbyt zajęty walką z wrogiem, aby czytać książki o zarządzaniu. To postawa w stylu: rób to, co musisz zrobić, żeby przetrwać.

Takie semiotyczne splątanie działa w dwie strony: konflikty zbrojne coraz częściej opisywane są w kategoriach konkurencji finansowej. Sekretarz obrony USA Pete Hegseth regularnie opisuje machinę wojenną swojego kraju w kategoriach zaczerpniętych z branży technologicznej, takich jak “szybkość i skala” oraz “apetyt na ryzyko”. Niedawno przekształcił on nawet program zakupów zbrojeniowych w specyficzne “portfolio”, w którym szybkość dostarczania technologii na linię frontu figuruje jako jeden z kluczowych wskaźników sukcesu. Koniec końców - jak żartuje Hegseth - jesteśmy przecież kapitalistami.

Analogicznie, także i określenie z języka VC “10x” coraz częściej przenika do projektów wojskowych. Na przykład w amerykańskim programie Army 10X, który ma na celu dziesięciokrotne zwiększenie mobilności i usprawnienie planowania misji, czy w deklarowanym przez Wielką Brytanię zamiarze uczynienia brytyjskiej armii “10 razy bardziej śmiercionośną”. Termin 10x wywodzi się z kręgów inwestycyjnych i bywa często wiązany z książką Zero to One Petera Thiela i Blake’a Mastersa z 2014 roku, w której autorzy z przekonaniem głoszą, że jeśli jesteś 10 razy lepszy, zostawiasz konkurencję w tyle. Thiel wprawdzie nie ukuł sam tego terminu, ale nadał mu rangę dogmatu w branży startupów technologicznych. To, że dziś używa się go do opisywania śmiercionośnej broni – jak w brytyjskim Strategic Defence Review jest tyleż bezsensowne, co niepokojące.

Być może ten nowy miks biznesu i wojny najlepiej symbolizuje niedawne zaprzysiężenie czterech wysokich rangą menedżerów z Palantira, Mety i OpenAI, wszystkich nie mających żadnego szczególnego przeszkolenia wojskowego, na wysokich rangą rezerwistów armii USA.

Zwyciężyć za wszelką cenę

Granica między biznesem a wojną od dawna była nieszczelna i charakterystyczne dla każdej z tych sfer tropy przenikały się nieustannie. W nowym rozdaniu strefy te już osmotycznie mieszają się z sobą - cele jednej stają się praktykami drugiej. Ostatecznym celem jest “zwycięstwo” i to w najszerszym możliwym tego słowa znaczeniu. Storytelling przeistacza się w wojnę hiperboli, wyolbrzymiania i reaktywnego amoku w pogoni za zyskiem finansowym. Przykładowo, wzbudzająca kontrowersje firma zajmująca się analizą danych dla sektora obronnego, Palantir, obrała za swoją dewizę hasło “Pierwszeństwo zwycięstwa” (“The Primacy of Winning”). Zapewne chodzi tu o zwyciężanie zarówno nad konkurencją, jak i nad wrogiem. Ta dwuznaczność tworzy szeroką przestrzeń znaczeniową, w której machina hype’u może przekształcić się w nową machinę wojenną.

Marketing śmiercionośnej siły opiera się na starannym mieszaniu faktów z fikcją i łączy dynamikę VC z dynamiką wojny. Celem jest wytworzenie wielowarstwowych spekulatywnych scenariuszy i bohaterskich narracji. Także i tutaj na pierwszy plan wysuwa się ambicja “zwyciężania”, tak jak w materiale promocyjnym Palantira zatytułowanym The Future of Warfare, gdzie można usłyszeć, że bitwy wygrywa się zanim jeszcze się rozpoczną. Najczęściej takie wygrywane bitwy oznaczają zdobyte zamówienia, sukces w interesach czy przewagę nad konkurencją - “prymat zwycięstwa” polega więc na agresywnym prześciganiu innych graczy na rynku. W razie potrzeby jednak może być użyty jako wyraz patriotyzmu czy determinacji.

Peter Thiel, współzałożyciel Palantira, jest zapewne najbardziej skrajnym przypadkiem kupczenia narracjami utrzymanymi w takim tonie. Podobnie jak CEO Palantira Alex Karp, Thiel skłania się ku konfliktowi, ponieważ postrzega go jako czynnik wzrostu i drogę do zwycięstwa. Biznes, wojna i ideologiczny ferwor stapiają się w jednej spójnej mentalności. Thiel dał jej dobitny wyraz w swoim niedawnym wywiadzie dla “New York Times”, w którym sugerował, że prawdziwą przyczyną długotrwałej stagnacji gospodarczej było 50 lat pokoju i stabilności.

Cała ta retoryka wywołuje realne skutki: normalizuje sposób myślenia, w którym kryzys, chaos czy rozmaite wstrząsy stają się niezbędne dla wzrostu gospodarczego i dobrobytu.

Kryzys sprzyja odwoływaniu się do nadzwyczajnych okoliczności. Okoliczności te z kolei umożliwiają prowadzenie biznesu “pod osłoną nocy” – szybko i na masową skalę. Nadzwyczajne okoliczności pozwalają obchodzić standardowe procesy demokratyczne czy wytyczne wynikające z regulacji, żeby zdobywać kontrakty i rozwijać dalszą ekspansję. Wojna jako permanentna nadzwyczajna okoliczność staje się w ten sposób konieczna dla dalszego prowadzenia biznesu. Z tego powodu powinniśmy przynajmniej wziąć pod uwagę, że do powstawania destabilizujących trendów przyczyniają się cele formułowane przez VC. W praktyce oznacza to nic innego, jak przygotowywanie gruntu pod ewentualną wojnę lub konflikt zbrojny.

Przesuwając vibe

Takie hiperboliczne narracje, krążące po przestrzeni technologii obronnych, dość dosłownie wcielają w życie niektóre z celów “CEO na czas wojny”, o których była mowa wcześniej. Oczywiście nie wszystkie spółki VC, które dziś mnożą się na amerykańskim i europejskim rynku, w równym stopniu rozwijają takie narracje. Do pewnego stopnia wszystkie one jednak korzystają ze swoistego “przesuwania vibe’u”, za który odpowiedzialna jest garstka wyjątkowo aktywnych i często powiązanych ze sobą amerykańskich funduszy VC, takich jak a16z, Founders Fund (fundusz Petera Thiela, współzałożyciela Palantira), 8VC (fundusz innego współzałożyciela Palantira, Joe Lonsdale’a) oraz powiązani z nimi tzw. “nowi główni gracze”, czyli firmy takie jak Palantir, Anduril i SpaceX.

Ta zmiana vibe’u normalizuje konflikt i pokaz siły jako środki prowadzące do pokoju i wolności. A nic tak nie “walczy o pokój” jak rój 40-funtowych pocisków wspieranych przez AI, z których każdy ma promień rażenia przekraczający 15 metrów. Tragiczna codzienność wojny bywa rzadko, jeśli w ogóle, brana pod uwagę w takich narracjach. Zamiast tego mamy do czynienia z dość zaawansowanym przenikaniem się finansjery, sektora technologicznego i przemysłu zbrojeniowego. Wielka Brytania i Europa szybko dostosowują się do amerykańskich realiów, uzasadniając to często potrzebami Ukrainy. Konieczność przetrwania wojny napastniczej miałaby uzasadniać poluzowanie przepisów dotyczących zamówień publicznych oraz inne odstępstwa od standardowych zasad prowadzenia działalności gospodarczej na Ukrainie. Jednocześnie sama Ukraina bywa często przedstawiana jako wzorcowy przykład tego, jak idealnie powinien funkcjonować system zamówień obronnych.

Zakupy technologii wojskowych są na Ukrainie zdecentralizowane i organizowane przez brygady, które mogą “zaopatrywać się bezpośrednio u producentów”. W praktyce same brygady działają jak startupy rywalizujące o “inwestycje” ze źródeł wewnętrznych lub zewnętrznych, tworząc wolnorynkowy system obejmujący wszystko, co związane z uzbrojeniem.

Spółki VC wspaniale się odnajdują w takich warunkach. Potrzeba szybkich i sprawnych procedur zakupowych doprowadziła do powstania inicjatyw takich jak Brave1, znanej również jako “Wojenny Amazon”, która umożliwia ukraińskim żołnierzom kupno uzbrojenia w zamian za punkty. Punkty te zdobywa się poprzez działania bojowe: zniszczenie czołgu nagradzane jest 40 punktami, a zabicie rosyjskiego żołnierza warte jest kilkanaście.

Trwająca wojna ułatwiła także rozwój innych inicjatyw VC, takich jak Darkstar, która działa jako pośrednik między producentami broni a brygadami oraz innymi podmiotami operującymi na linii frontu, umożliwiając startupom technologicznym “testowanie broni w warunkach bojowych”. To z kolei napędza wzrost wycen wchodzących na rynek graczy technologicznych.

Mamy tu do czynienia z pewną perwersyjną abstrakcją. Inwestorzy postrzegają Ukrainę jako lukratywną szansę i - co tragicznie - potrzebują wojny dla zdobycia zysków finansowych. Równolegle ci, którzy w tej wojnie walczą, wiedzą, że ich przetrwanie zależy od nieustannego napływu technologii zbrojeniowych oraz towarzyszącego im finansowania, choć woleliby, aby rozlew krwi i wojna jak najszybciej się zakończyły.

Obydwa te cele zostają wciągnięte w relację współzależności, w której ryzyko rozkłada się w skrajnie nierównomierny sposób. Doniesienia medialne poświęcone inwestycyjnym “perspektywom” związanym z wojną oraz konieczności inwestowania w technologie obronne, w rażący sposób przyćmiewają doniesienia o rzeczywistych realiach wojny - śmierci, rannych, zniszczeniach.

Zlewanie się wojny z technologicznym hypem VC prowadzi do co najmniej dwóch konsekwencji. Po pierwsze, ułatwia wzajemną pojęciową wymienialność wojny z biznesem, a tym samym normalizuje patrzenie na jedną sferę przez pryzmat drugiej. To z kolei dostarcza uzasadnienia dla wszelkich działań uznanych za konieczne dla zwycięstwa i przetrwania. Zwycięstwo i przetrwanie są relatywnie łatwiejsze do osiągnięcia w kontekście biznesowym, w realnych warunkach wojny jest ono znacznie trudniejsze, ponieważ wojna niesie ze sobą złożone relacje wątków społeczno-politycznych. Mieszanie się narracji o biznesie z narracją wojenną fundamentalnie wypacza sens i rozumienie samej wojny.

Drugą konsekwencją tego pomieszania jest centralizacja wojny [jako zjawiska społecznego - red.] oraz wytwarzanie zależności. Dotyczy to nie tylko wojny jako zjawiska już nie rzadkiego czy wyjątkowego, ale permanentnego, a także systemu, który wyłania się w nowej perspektywie nieustannego konfliktu i przemocy. Gdy raz powstaną - jako źródła zwrotów z inwestycji - uzależnione od wojny i konfliktu infrastruktury i ekosystemy, muszą być one nieustannie podtrzymywane. W istocie staje się to podstawowym imperatywem działalności firm i inwestorów.

W miarę jak Stany Zjednoczone pogrążają się w coraz większym chaosie oraz aktach przemocy, zarówno na własnym terytorium, jak i poza nim, decydenci z państw europejskich powinni się wstrzymać i zastanowić nad konsekwencjami opisywanego procesu. Im większa część świata zostaje wciągnięta w machinę hype’u VC wokół technologii wojennych, tym zasadniejsze staje się pytanie o to, jakie w ogóle pozostały jeszcze szanse na osiągnięcie pokoju.

Elke Schwarz

Oryginalna wersja tego artykułu ukazała się w ramach współpracy hypestudies.org i TechPolicy.press pod tytułem Tech, Venture Capital and the Hype of War. Tłumaczenie: Jacek Mańko.

Autor: jacekmanko

🤗
Jeśli ten wpis okazał się dla Ciebie wartościowy, możesz dorzucić się do wsparcia bloga. Postaw wirtualną kawę na Suppi.pl albo zostań patronem na Patronite.