Uruchomienie bloga zostało sfinansowane przez społeczność ❤️
Mecenasem bloga jest Fundacja Zakłady Kórnickie,
wydawca portalu historycznego Hrabia Tytus

Co tracimy, gdy wszystko zapisuje się samo? [Amelia Acker, Archiving Machines: From Punch Cards to Platforms, 2025]

Co tracimy, gdy wszystko zapisuje się samo? [Amelia Acker, Archiving Machines: From Punch Cards to Platforms, 2025]

Setki zdjęć i filmów z Wigilii i sylwestra 2025 roku niewiele ma wspólnego z fotografiami sprzed kilkudziesięciu lat, które być może niedawno wyjmowaliśmy z albumu albo pudełka po butach i oglądaliśmy pod choinką w rodzinnym gronie. Nie chodzi przy tym o treść tych fotografii i nagrań, lecz o sposób, w jaki powstają i jak z nich korzystamy. Kluczem do opisania tej różnicy jest uświadomienie sobie, jaka zmiana zaszła w naszym rozumieniu archiwum.

O zmianach w tym, jak społecznie konstruujemy to, co znaczy “archiwum” i “archiwizować”, pisze Amelia Acker w książce Archiving Machines: From Punch Cards to Platforms (MIT Press, 2025, DOI: 10.7551/mitpress/14957.001.0001). Kluczowym procesem, który opisuje badaczka z Uniwersytetu Stanowego New Jersey, jest przejście od gromadzenia i przechowywania do zarządzania informacją o przeszłości.

Na początku pierwszego rozdziału książki autorka opisuje drobną zmianę w swojej codziennej rutynie w pracy z tekstem. Edytor tekstu, z którego dotąd korzystała, od jakiegoś czasu jest już aplikacją webową. Kiedy po skończonej pracy autorka chce ją zamknąć, szuka przycisku zapisywania postępów pracy - ale takiego przycisku już nie ma. Autorka szuka go, ale

Mój internetowy edytor tekstu wyświetla zamiast tego w menu komunikat: “Gdzie jest opcja Zapisz? Nie ma już opcji Zapisz, ponieważ automatycznie zapisujemy Twój dokument”. Banalność tego stwierdzenia, wyświetlonego w oknie dialogowym zawsze mnie intryguje, ponieważ rodzi więcej pytań, niż pozostawia odpowiedzi. Dlaczego dokument jest zapisywany automatycznie? Gdzie jest zapisywany? W jaki sposób jest przechowywany? Kto o tym za mnie decyduje? Jakie są konsekwencje automatycznego zapisywania i dostępu do informacji na platformach w chmurze, a nie w postaci pliku na dysku twardym mojego laptopa?

Takich pytań raczej nie zadajemy sobie, robiąc zdjęcia i nagrywając rodzinne filmiki ze świąt, wspólnych podróży, ważnych wydarzeń czy banalnych sytuacji. Archiwizacja i archiwum są ukryte w tle, wydają się przezroczystym procesem, który wymaga od nas wyłącznie samej decyzji o tym, żeby zrobić jakieś zdjęcie czy nagrać film. Reszta dzieje się automatycznie. Dla Amelii Acker to sytuacja, która podważa całą tradycję archiwum i archiwizowania, co ma dla nas bardzo poważne konsekwencje.

Archiwum już nie jako miejsce

Autorka zwraca uwagę, że w języku angielskim pojęcie “archives” odnosiło się zawsze przede wszystkim do miejsca i zbiorów, a nie do zestawu praktyk związanych z ich opracowaniem. Jeszcze do późnych lat 90. XX wieku twórcy słowników przekonywali, że forma “archive” w liczbie pojedynczej jest generalnie archaiczna i wykorzystywana wyłącznie jako część nazw własnych. Aż do 1999 roku słowo “archive” nie było też w słownikach opisywane jako powszechnie używany czasownik. Zdaniem Amelii Acker rosnące użycie tego czasownika - a dziś przecież powszechne - ma głęboki związek z kulturą komputerową, przede wszystkim z wyodrębnianiem danych z pamięci bieżącej komputera na zewnętrzne nośniki. Autorka przywołuje też obserwację Wolfganga Ernsta, badacza mediów, który zwraca uwagę, że dziś pojęcie “archiwizacji” jest właściwie tożsame z przechowywaniem danych i nie ma zbyt wiele wspólnego z praktyką archiwalną.

Umieszczanie i przechowywanie osobistych danych w chmurze ma poważne konsekwencje. Archiwum przestaje być przestrzenią pod naszą kontrolą - nie gromadzimy już własnych danych na dyskach twardych, dyskietkach, płytach czy dyskach zewnętrznych. Zamiast przechowywać (i sprawować pełną kontrolę), otrzymujemy jedynie warunkowy dostęp do własnych danych. Dostęp - jak pisze Amelia Acker - asymetryczny. Asymetria przejawia się w tym, że platformy i systemy zarządzające naszymi danymi zdobyły faktyczną suwerenność funkcjonalną, a więc zyskały określoną władzę (także prawną) nad nimi w zamian za usługi, które udostępniają i określone zgody ze strony użytkowników, twórców i pierwotnych właścicieli tych danych. Według Acker umacnianie się suwerenności funkcjonalnej wielkich platform możliwe jest także dzięki temu, że instytucje państwa nie są w stanie zagwarantować podobnych usług (przykład planowanego jeszcze w latach 60. National Data Center czy problemów Biblioteki Kongresu w tworzeniu Archiwum Twittera).

Dystansowanie nas od naszych danych

Kiedy archiwum przestało być miejscem i przestrzenią, nad którą mamy kontrolę, intensyfikuje się proces dystansowania. Jak pisze Acker, rozmaite techniki dystansowania odsuwają nas od dostępu i władzy nad naszymi danymi. To m.in. automatyzacja archiwizacji (automatyczne zapisywanie w chmurze), która odbiera nam prawo decydowania o tym, co, kiedy i jak zapisać. To także eksternalizacja - dostęp do naszych danych jest coraz bardziej skomplikowany, zależny od pośredniczących systemów, to już nie podłączenie dysku zewnętrznego i wybranie katalogu, ale zalogowanie się do platformy, akceptacja zaproponowanego interfejsu dostępu, skorzystanie z odpowiedniej wyszukiwarki, kliknięcie niezbędnych zgód. Także to platformy, a nie my sami, decydują o tym, w jakich formatach będą przechowywane nasze zasoby i jakim systemem metadanych zostaną opisane.

Częścią procesu dystansowania jest też wywłaszczanie nas z danych, które wytworzyliśmy i nad którymi pierwotnie mieliśmy kontrolę. W zamian za miejsce na serwerze i błyskawiczny dostęp musimy zrezygnować z pełnej własności, oddać nasze treści do wykorzystania nie tylko przez właścicieli platformy, ale też podmioty trzecie (reklamodawców czy państwo, tak jak to jest w przypadku usług platform Palantir).

Elementem technik dystansowania nas od naszych archiwalnych zasobów jest kontrola dostępu (gatekeeping). To platformy definiują, w jaki sposób możemy skorzystać z przekazanych im danych. Za pomocą takiej a nie innej konstrukcji interfejsów programistycznych (API) określają one, jakie są możliwości czytania i pozyskiwania danych - według Acker interfejsy te działają często w logice czarnej skrzynki (black box): wiemy, w jaki sposób programistycznie otrzymać określone dane, ale nie możemy być pewni, że są to dane pełne i autentyczne. Przez zasady dostępu do danych i ich wykorzystania właściciele platform mogą kształtować badania z użyciem tych danych i aktywnie chronić swoje interesy, pokazując tylko te zasoby, których ujawnianie się opłaca.

Oparcie dostępu do naszych zasobów biograficznych wyłącznie na pośrednictwie komputerów i platform oznacza, że samodzielnie nie jesteśmy już w stanie ich poznawać i interpretować. Jak pisze Acker,

Wydaje się, że jedynie komputery są w stanie archiwizować nasze dane, a raz zebrane i poddane temu modelowi archiwizacji, nasze dane nigdy nie zostaną w pełni przeniesione do trybu offline, odtworzone ani w pełni poznane.

Tutaj też pojawia się wątek sztucznej inteligencji. Jej narzędzia pozwalają na pracę z danymi (np. rozpoznawanie pisma ręcznego, automatyczne opisywanie fotografii itp.), ale nie bezkosztowo. Nie zawsze wiemy, w jaki sposób to się dzieje (i jak efektywny jest ten proces), poza tym nasze zasoby mogą być - na podstawie regulacji, na które sami się godzimy, używając AI - wykorzystane do rozwijania modeli. W ten sposób, co podkreśla Acker, nasze zasoby nigdy już zupełnie nie znikną, nawet po skasowaniu ich ślad pozostanie w wagach modeli.

Potrzeba uśpionych danych

Pojęcie uśpienia danych (data at rest) pojawiło się w kulturze technologicznej jeszcze przed epoką komputerów osobistych i oznaczało wykonanie kopii danych, przetwarzanych w pamięci komputerów, tak aby można je było wyłączyć z systemu dostępu i przechowywać na zewnętrznych nośnikach. Przykładowo, dane skopiowane na taśmę magnetyczną mogły być statycznie przechowywane na półce w archiwum danych, co zapewniało niezbędny fizyczny dystans (air gap) od działających systemów komputerowych. W przypadku archiwizacji w chmurze taki dystans nie istnieje, ponieważ dane te są nieustannie dostępne i przetwarzane.

Uśpienie danych jest trudne z perspektywy współczesnej logiki biznesowej platform, ponieważ wymaga decyzji o tym, jaka jest granica (zasięg) danych, kiedy należy przestać je gromadzić i aktualizować oraz na jakich zasadach powinny być ponownie wprowadzane do obiegu. Decyzji tej nie mogą podjąć same platformy, reklamujące nieustanną dostępność gromadzonych przez siebie danych - decyzja ta musi należeć do użytkownika, któremu jednak nie daje się takich uprawnień.

Fotografie przechowywane w pudełku po butach nie są nieustannie dostępne. Sięgnięcie po nie to decyzja jak najbardziej podmiotowa (trudno myśleć tu o przypadkowości), dodatkowo autonomiczna, podejmowana bez pośrednictwa oprogramowania. Taki zbiór łatwiej jest nazwać, opisać, zinterpretować, ponieważ jest skończony i wyjęty z logiki wiecznego teraz czy też ciągłego dostępu (constant touch).

Amelia Acker podkreśla, że podmiotowe podejście do własnych danych powinno cechować nie tylko zwykłych użytkowników, jeśli myślą o lepszej kontroli nad tymi danymi oraz lepszym ich rozumieniu. To także zadanie instytucji państwa - od regulacji ograniczających asymetryczność dostępu (np. RODO) po polityki instytucji nauki i dziedzictwa wobec dostępu i wykorzystania ich zasobów (zob. Nasze zbiory są za darmo, ale nie nasza infrastruktura: instytucje GLAM wobec masowego pobierania zbiorów w celu trenowania AI).

Acker w książce Archiving Machines: From Punch Cards to Platforms buduje przekonujący system krytyki współczesnego archiwizowania, akcentując ograniczanie naszej podmiotowości jako wytwórców danych - na rzecz platform. Archiwum przestaje być miejscem i staje się procesem. Ponieważ nasze dane są w ciągłym ruchu i zarządzane z zewnątrz, trudno nam je odpowiednio wyodrębnić, opisać i dobrze zrozumieć. Fotografie w pudełku po butach czy w albumach, ale też na dyskach zewnętrznych, a nawet muzyka na kasetach i płytach - to przykłady uśpionych danych, które, oderwane od bieżącego przetwarzania i redefiniowania za pomocą oprogramowania, otwierają się na indywidualną, podmiotową interpretację.

enter image description here

Książkę Amelii Acker czytać można w trybie otwartego dostępu w portalu MIT Press Direct.

Autor: redakcja

🤗
Jeśli ten wpis okazał się dla Ciebie wartościowy, możesz dorzucić się do wsparcia bloga. Postaw wirtualną kawę na Suppi.pl albo zostań patronem na Patronite.

Wpis opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach.